MIKIRURKA – I Hate You Rock’n’Roll (Heavymusic Records)

Rock w Polsce jest muzyką starzejących się klezmerów, którzy koniecznie chcą udowodnić, że w czasach komuny walczyli z systemem albo młodocianych buntowników, którym wydaje się, że znajomość debiutu Black Sabbath i kilku płyt Motorhead czy Kyuss daje  prawo do traktowania wszystkich z góry. Wyszło z tego klika fajnych płyt i kilka gównianych a nade wszystko sporo wzajemnego klepania po dupach. Na szczęście, gdzieś poza towarzyskim układem powstają zespoły, które rock’n’rolla grają zamiast udawać proroków.

Historia Mikirurki sięga 2005 roku, jednak nie ma co skupiać się na przeszłości, skoro mamy w łapach  pełnowymiarowy krążek, pokazujący siarczystego „faka” polskiej scenie rockowej. Nie mam zamiaru pastwić się nad biednymi „estradowcami” z pierwszych stron gazet, jednak z satysfakcją muszę wsadzić im szpilę w dupę – powinniście udać się na pielgrzymkę do Mikirurki i uniżenie prosić o skomponowanie paru riffów…

Bo też i talent do pisania zapadających w pamięć kompozycji jest niewątpliwie największym skarbem krakowskiego zespołu. Nawet pomijając nie do końca adekwatną oprawę graficzną i kompletnie nie pasującą nazwę, płyta aż kipi od świetnych utworów, doskonale zagranych i jeszcze lepiej zaśpiewanych. Wokalista to zresztą kolejny diament w tym składzie. Z taką płytą mogą podbijać dyskoteki i inne puby, choć znając przaśność polskich gustów, wątpię, że znajdzie się wielu chętnych. Jeśli jednak ktoś się zdecyduje, zaręczam, że podróż będzie fascynująca. Bo główną inspiracją, wyraźnie przebijającą na płycie są dokonania Josha Homme. Takie petardy jak „Fashionable”, funkujący „Break The Law” czy „With Joy” spokojnie mogłyby zasilić płyty Queens Of The Stone Age. Ale zespół dba też o urozmaicenie całkiem sporego (jak na dzisiejsze standardy wydawnicze…), 48 – minutowego materiału. Mamy tu i swingujący rhythm’n’blues („Ain’t No Harm”), jest wyraźne nawiązanie do Alice In Chains w „I Prefer Your Mom”, troszkę psychodelii („On My Grave”) oraz masakrujące zakończenie w postaci wałka tytułowego. Dużo dobrego można powiedzieć o aranżach, które konsekwentnie spinają kompozycje pod względem dramaturgii. Podoba mi się, że każdy instrument prowadzi swoją, niezależną opowieść, przez co można delektować się wieloma – szczególnie gitarowymi – smaczkami. Żeby nie było aż tak słodko, pojawiają się tu fragmenty – przynajmniej zdaniem piszącego – odstające od wysokiego poziomu płyty. Niepotrzebna jest ballada „Moonlight Star”, zaś „One Day” czy „If”  niebezpiecznie ocierają się o tzw. rockową scenę środka. Troszkę brakuje mi tu także brzmieniowego brudu czy eksperymentu, jednak mogę wybaczyć grupie przesadną dbałość o studyjny, klasyczny szlif.

Gdyby ta płyta ukazała się gdzieś trzy – cztery lata temu, kiedy w Polsce coś drgnęło i wszyscy koniecznie chcieli słuchać neo – rockowych, ubranych w dżinsy i trampki, brodatych bardów, „I Hate You Rock’n’Roll” zmiótłby kilka łbów z powierzchni ziemi. Niestety, rockowa rewolta trochę przycichła i do łask wrócił Perfect, Bracia i smutni, wychudzeni indie emowcy (jest coś takiego??) z Wysp. Czyli Mikirurka kariery nie zrobi. Chętnie jednak zobaczę ten zespół na żywca, bo czuję, że to talent, który może przerosnąć nasze dziwaczne i zblazowane czasy. Jeśli chłopakom starczy sił, by wytrwać w polskim, buraczanym biznesie pseudomuzycznym…

PS. Okładkowa pani podoba mi się zdecydowanie bardziej w wydaniu „wieczornym” – zajrzyjcie na ostatnią stronę książeczki…

Arek Lerch

Pięć