MERCHANDISE – A Corpse Wired For Sound (4AD/Sonic)

Nowa płyta Merchandise to strzał. Takie albumy udają się tylko czasami i wymagają odwagi, szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę pochodzenie zespołu. Tampa na Florydzie… i nie grają thrash metalu?! Podobne śmichy były przy okazji poprzedniego dzieła, tym razem jednak zespół zdecydował się na odważny, choć raczej niezbyt oryginalny krok, rezygnując z typowo rockowego, gitarowego brzmienia, przeszczepiając na swoje podwórko synth popowe wątki sprzed dekad. Tyle, że w odróżnieniu od całej rzeszy retro maniaków, myśli o muzyce jako historii rozgrywającej się tu i teraz. I tym wygrywa, przynajmniej w 3/4.

Już na After the End zespół zasygnalizował, że hałas i szorstkie brzmienia nie są im potrzebne, ba, skłaniają się w kierunku melancholii, zadumy i spokojnie płynącego indie. Możemy uznać ten krążek za okres przejściowy, pomost między przeszłością a stanem obecnym, ukonstytuowaniem się nowego wizerunku Merchandise. A może to tylko kolejny kaprys zespołu? Jeśli nawet, to kierunek poszukiwań jest słuszny. Muzycy nie bawią się w odgrzewanie starych, syntetycznych trupów, ale przerabiają spuściznę lat 80. na własną modłę, sprzęgają z współczesnym, nowocześnie brzmiącym indie, wynajdują interesujące harmonie i wciągającą melodykę. Na szczęście, nie jest to tania stylizacja, ale własna, autorska wizja muzyki niekoniecznie rockowej i niekoniecznie wielbiącej gitarę jako jedyny, sensowny instrument. Ta pełni tu zdecydowanie podrzędną rolę i wie gdzie jej miejsce. Efektem są klimatyczne, niebanalnie brzmiące piosenki.Merchandise band

Szczególnie pierwsza część płyty to wspomniany wyżej, solidny i zaskakująco dobry strzał.  Synth popowe, melodyjne i smakowicie zagrane „Flower Of Sex” i „Crystal Cage” to doskonałe otwarcie, wprowadzające new romantic na salony XXI wieku. Nie gorzej brzmi miarowy, delikatnie podbijany gitarowym tłem „Right Back To The Start”. Potem, dla odmiany trochę bardziej żwawo – nowofalowy (tu gitarom łaskawie dają fory…) „End Of The Week” czy najbardziej rockowy w zestawieniu „Lonesome Sound” pokazują Merchandise jako sprawnych kompozytorów, którzy potrafią połączyć kilka światów i stworzyć spójny, a może nawet intrygujący materiał, do którego chce się wracać. Samo dobro żegna nas za sprawą tajemniczego klimatu „Shadow Of The Truth” i na tym kończy się ta lepsza część płyty. Ostatnie trzy utwory trochę za bardzo się rozmywają, choć  „I Will Not Sleep Here” wygrywa za sprawą rozbudowanej, fajnie narastającej aranżacji. Nawet jeśli końcówka płyty jest słabsza, to właśnie homogeniczność nowej muzyki Amerykanów robi dobre wrażenie. Szacunek za odwagę i szukanie własnego miejsca.

Merchandise nadal pozostaje zespołem, który obracając się gdzieś w okolicach pierwszej ligi nie potrafi stworzyć dzieła genialnego, zatrzymuje się gdzieś przed finałem, choć na „A Corpse Wired For Sound” pokazuje się z jak najlepszej strony, mozolnie krocząc w kierunku „ejtisowej Europy” w przeciwsłonecznych rejbanach i niemodnych, skórzanych kurtkach. Jeśli następnym razem wytrzyma napięcie i stworzy dzieło w 100% kompletne, będzie album tygodnia. Tak czy inaczej, kawał rozrywki na poziomie.

Arek Lerch

Zdjęcie: Drew Reynolds

Pięć