MEMORY DRIVEN – Animus (I Hate Records)

Debiut amerykańskiego Memory Driven nie zapadł mi w pamięć. Owszem, gdzieś po głowie kołacze mi się myśl, że przeżyłem kilka starć z „Relative Obscurity”, ale nie były to sparingi na tyle owocne, żebym miał ochotę ściągać tą płytę z półki. Ale z drugiej strony pamiętałem też, że raczej nie zasługiwała ono na etykietę ‘gówno’, więc z tym większym zapałem dobrałem się do drugiego opus zespołu – „Animus”.

 

Memory Driven bawi się w granie gatunku, który leży gdzieś na przecięciu wpływów klasycznego Candlemass, heavy metalu i progresywnej twarzy Opeth. Wielu pewnie odrzuci takie zestawienie, ale trzeba Amerykanom przyznać, że na „Animus” nagrali kawał przyzwoitego metalowego grania i nawet, jeśli pomysły są nierówne, a ich brak ratowany jest ucieczką w regiony progresu, to da się ich drugiej płyty posłuchać z przyjemnością. Na moje ucho płyta dzieli się na dwie części – bardziej klasyczną wypełnioną charakterystycznym doom metalowym riffowaniem, oddzieloną od pełnej progresywnych zapędów dwoma instrumentalnymi kąskami – „Ava’s Song” i „These Aren’t the Chords You’re Looking For”. Trudno powiedzieć, która z nich wypada lepiej. Na pewno trzy pierwsze utwory serwują bardziej korzenne metalowe granie, a przy ucieczkach w stronę grania na modłę Opeth zdarzają się Memory Driven mielizny, których szczytem jest absolutnie niepotrzebny „Unveiled”. Zdecydowanie lepiej wypadają Amerykanom numery, w których walcujące riffy ścierają się z brzmieniem akustycznych instrumentów („A Tempt”, „Black=Light”) lub ścianą przemyślanych melodyjnych zagrywek i zdynamizowanej rytmiki (drugi ze wspominanych instrumentali). Zresztą słychać tu też o wiele ciekawsze linie wokalne, choć – jeśli mam być szczery –nie jest to najjaśniejszy punkt Memory Driven. Bez większego zaangażowania w materiał czuć, że wokal Dennisa Corneliusa, choć jako taki nie przeszkadza, jest jednym z najsłabszych elementów płyty. Zresztą chyba podobnie, jak to miało miejsce w przypadku debiutu.

W sumie „Animus” to raczej płyta dla miłośników gatunku, bo fanatycy niskich strojeń i technicznych wywijasów niczego tutaj dla siebie nie znajdą. Słucha się „dwójki” Memory Driven dość przyjemnie, ale obawiam się, że czeka ją dokładnie ten sam los, co „Relative Obscurity”. Czyli długie leżakowanie na zakurzonej półce.

 

Dooban 4