MELISA – Wszystkie nasze kwiaty będą gnić (MITW)

Powrócił najbardziej pogięty i hałaśliwy skład  – prawie w całości warszawska Melisa. Powrócił i już ucieka na L4, żeby lizać rany po nerwowych zawirowaniach zespołowych. Co jednak nie zmienia faktu, że nowa płyta to kawał kurewsko zgrzytliwej odmiany noise rocka, który gdzieś tam w jakiś niecodzienny sposób pasuje do określenia „piosenka”. I co z tego, że owa piosenka  jest zepsuta. 

Lubimy numery, które wyskakują na odpowiednią zębatkę same. Najlepsze numery to moim zdaniem te, które Mateusz nazywa „samograjami”. Nie lubię siedzieć nad kompozycją dłużej niż godzinę – komentuje w wywiadzie Marcel i to jest chyba najlepszy opis krążka „Wszystkie nasze kwiaty będą gnić”. W zasadzie należy płytę rozpatrywać w dwóch kategoriach – bolesnej muzyki, której dźwięki zgrzytają niczym piasek miedzy zębami i słów, które w głowie zostawiają szczypiące rany. Gonią go, inny on/Mierzą czaszki, mierzą nos/Głodne psy podnoszą wzrok/Białe twarze, biała broń („Biała broń”), Znowu potrzebujesz zdrowej dawki trucizn w sercu, nawet jeśliś innowiercą/Pasy, kable, ciosy/Słabsi muszą się spowiadać („Krzyś”) – śpiewa Mateusz. Problem w tym, że w wykonaniu Melisy przekaz jest z dźwiękiem zespolony niemal fizycznie. Słowa podbite chaotycznymi, czasami mocno kakofonicznymi, krótkimi erupcjami hałasu nabierają jeszcze większej dosłowności i drenują mózg niczym czysty spirytus. Dużo intensywniej niż na debiucie.Melisa

Co takiego jest w tych piosenkach, pytam sam siebie. Bo formalnie to niby nic nowego, ot, punkowe w swojej zadziorności, połamane (świetne partie bębnów – znowu…) kompozycje, jednak zagrane z jakimś wściekłym zapamiętaniem, rozchwiane i cholernie intensywne. Nazywam te utwory „zepsutymi piosenkami”, bo faktycznie ich forma bardzo często nosi znamiona podstawowej aranżacji, którą zespół zapamiętale niszczy. Widzieliście pewnie nieraz scenę, gdzie malarz w rozpaczliwym widzie psuje namalowany obraz, zachlapując go wściekle farbą? Dokładnie to samo z muzyką robi Melisa, z tym, że tu nie mamy do czynienia z niekontrolowanym wybuchem złości a celowym psuciem, wykręcaniem i niszczeniem. Tajemnicą muzyków pozostaje, w jaki sposób trzyma się to wszystko kupy. Jeśli lubicie kontrolowany chaos, zapierającą dech w piersiach intensywność, archetypiczny noise i doskonałe w swojej formie teksty, chwytajcie „Wszystkie nasze kwiaty będą gnić”. Po dłuższym obcowaniu z płytą, jakoś nie widzę słabych punktów, choć jednocześnie te dźwięki powodują, że jest mi smutno. Melisa zapodała dokładnie to co chciała, w skończonej, chropawej formule. Szkoda, że w takim składzie nie zobaczymy ich już na scenie…

Arek Lerch

Zdjęcie: Anna Kieblesz

Sześć