MEDICO PESTE – א: Tremendum et Fascinatio (Malignant Voices)

Co tam Norwegia czy inna Szwecja, kiedy czarny metal w Polsce jest nie gorszy niż gdziekolwiek indziej na świecie. Choć krakowskie Medico Peste dopiero debiutuje, ich album bez żadnego wstydu można położyć na półce obok nagrań Mgły, Furii czy Blaze of Perdition. Niepodważalną gwarancję jakości daje choćby zasiadający w zespole za bębnami Priest, którego dokonania z Voidhanger, MasseMord czy Enclave, wybijają się znacznie ponad podziemną przeciętność.

Nie od wczoraj wiadomo, że gdy człowiek się spieszy, to diabeł się cieszy. Zasadę, którą wyznaje większość grup blackmetalowych, Medico Peste ma jednak głęboko w poważaniu. Kapela atakuje głównie średnimi tempami, choć jest tu także miejsce na zupełne zwolnienia ale i na wściekłe blasty. Każdy z siedmiu numerów posiada swoisty majestat i rozmach. Słowo „epicki” nie pasuje tu najlepiej, bo w tym kontekście kojarzy się przede wszystkim z natrętnymi klawiszowymi dodatkami, których tu na całe szczęście brak. Tak czy inaczej, album Medico Peste nie jest jednowymiarowy i przy numerach Venom mógłby śmiało uchodzić za materiał wręcz progresywny. Zaletą są kapitalne, narastające aranżacje budujące atmosferę grozy. Melodie dominujące na „א: Tremendum et Fascinatio” nie są najbardziej oczywiste i nie wpadają w ucho przy pierwszym kontakcie. O takich płytach mówi się najczęściej, że są dla wymagającego słuchacza. Jest coś na rzeczy, ponieważ twórczość MP do najłatwiejszych nie należy. Z tymi dźwiękami trzeba się oswoić, co może zająć niekiedy trochę czasu. Mimo to uważam, że gra jest warta świeczki.

Medico Peste to zespół odważny, nie ograniczający się tylko do sprawdzonych i znanych wszystkim klasycznych patentów. To zespół z dużym potencjałem kompozytorskim, niebanalnymi pomysłami i debiutem, który bez wątpienia jest jednym z najbardziej znaczących wydawnictw polskiej sceny 2012 roku.

Adam Drzewucki