MASTODON – Emperor Of Sand (Warner)

O mamo, Mastodon ma już 18 lat, wyobrażacie to sobie? Tak, jak Iron Maiden w roku 1993, albo Slayer w 1999. Żelazna Dziewica wydała wtedy (w zasadzie rok wcześniej) „Fear Of The Dark”, natomiast Slayer świętował rocznicę premiery „Diabolous In Musica”. Co ciekawe – i dla jednych, i dla drugich, krążek wydany tuż przed osiemnastką był na tamten czas najgorszym ze wszystkich. Razem z kolegą Grzegorzem doszliśmy do wniosku, że z „Emperor Of Sand” jest podobnie, chociaż… to nadal dobry album. Tylko dobry.

Paweł: Pamiętasz swoją reakcję po pierwszym kontakcie z muzyką Mastodon?

Grzegorz: Ale pierwszą w ogóle? To było tuż po „Blood Mountain”. Wtedy, powiem to wprost, uważałem zespół za totalne gówno i nie rozumiałem takiej muzyki. Byłem zaślepiony słodkimi melodyjkami melo deathu, wciąż kochałem heavy metal i nie byłem gotowy na taką muzykę. Prawdziwa zmiana nastawienia przyszła w momencie kiedy mocno przemówił do mnie prog metal, a „Crack The Skye” w swej koncepcyjnej formule idealnie mieściło się w sferze moich „nowych” zainteresowań. Dziś łykam Mastodona bez wyjątków.

Paweł: U mnie to było tak, że pierwszy kontakt z ich muzyką miałem na koncercie. W 2011 grali przed Iron Maiden i Motörhead na Sonisphere. Wiadomo, jak Mastodon brzmi na żywo, a dodajmy, że grali w biały dzień, w dodatku w ulewie – przez co nie zachęcili mnie do sięgnięcia po którąś z płyt. Tak się jednak jakoś złożyło, że po paru miesiącach trafiłem na „Leviathan” i… rozwaliło mnie totalnie. Wychodziłem wtedy powoli z fascynacji heavy i thrashem i coraz bardziej jarały mnie nieco mocniejsze rzeczy – Mastodon trafił w dziesiątkę. Wcześniej nie zdawałem sobie sprawy, że w ogóle można tak grać.M

Grzegorz: Nie tylko można, a trzeba (śmiech). Dziś mają wielu kopistów, choć ci trzymają się tej matematycznej i pokrętnej odsłony sprzed ery przebojów i piosenkowego wykorzystania wokalu Dailora. A skoro o nim mowa, kolejne płyty Mastodon to tak naprawdę jego broszka. Od brzmienia, wizuali przez aranże wokali. Im mniej w Mastodonie bestii, tym więcej szeroko pojętego artyzmu. „Emperor of Sand” pod tym względem zaspokoi liczne gusta. Bo jest to zarówno krążek dla trochę podstarzałych kuców, uderzający rock’n’rollowym feelingiem, a z drugiej, porywający harmoniami i atmosferą zmieniającą się z dojściem do mikrofonu jednego z trzech wokali.

Paweł: Mam podobne odczucia, a jednocześnie widzę, że strasznie dużo jest narzekań na nowy krążek. Zbyt wysoko podniesiona poprzeczka? A może jeżeli coś może trafić do każdego, to tak naprawdę nie trafia do nikogo?

Grzegorz: Jest podniesiona, bo do poziomu „Crack The Skye” nie ma co startować. Ale „dookoła słońca” było na tyle interesującą odskocznią po totalnie bujającym „The Hunter”, że nie dziwią mnie głosy rozczarowania. Mastodon potrafi pokazać się z tylu różnych stron; nie ma jednego oblicza tej bestii, a jednak wszyscy, i co do tego nie mam wątpliwości, za każdym razem chcą czegoś wyjątkowo. Co do drugiej części twojego pytania, przed muzykami stoją dwa zadania – samorealizacja i granie pod publikę. Mastodon robi jedno i drugie, zmieniając proporcję. Mi to odpowiada.

Paweł: Wszyscy chcą czegoś wyjątkowego, a „Emperor…” wyjątkowy nie jest. Tym razem panowie niczym nie zaskakują, chociaż być może zaskakuje… brak zaskoczenia. Przyznam szczerze, że mnie się ta płyta podoba najmniej ze wszystkich, chociaż i tak uważam, że jest bardzo dobra. Jest takie powiedzenie o dorastaniu do pięt. Cóż, Mastodon tam ma pięty, gdzie jakieś 80% kapel nie sięga nawet wzrokiem.

Grzegorz:  I tu pełna zgoda. Mówiłem wcześniej, że długo byłem bezkrytyczny i zdania nie zmieniam, ale do płyty, przynajmniej na razie, wracać nie zamierzam. Kilka odsłuchów, kilka głębszych myśli i dam cesarzowi czas. Gdyby nagrali więcej sztosów a’la „Roots Remain” pewnie było by inaczej.

Paweł: Brakuje momentów, do których chciałoby się wracać. „Stembreather” ma fajny groove, ale po kilku odsłuchach refren zaczyna drażnić; „Ancient Kingdom” brzmi trochę jakby był napisany na szybko w studio, żeby wydłużyć krążek; „Andromeda” zaczyna się intrygująco, ale później napięcie siada…

Grzegorz: Trochę przesadzasz. Owszem, nie ma takiego „wow” jak przy poprzednich płytach, bo zmieniły się środki wyrazu (na lżejsze?) ale wyżej wymienionych numerach ja nadal słyszę ten Mastodon, który pokochałem parę lat temu.

Paweł: A ja nie wiem, czy bym Mastodon pokochał, gdybym zaczął od tej płyty. Jestem ciekaw, w jakim teraz pójdą kierunku – będzie coraz lżej i jeszcze bardziej piosenkowo?

Grzegorz: Może mdlej? Synthpopu jak Solstafir nie odkryją (śmiech). Nie przeszkadza mi to. Mało tego, ja chyba nie chce aby dalej grali połamany metal dla wybrednych. Szybko stali się jednym z flagowych zespołów dla uwaga – mainstreamu (!!!!!!) – i prędko tego nie odczarują. Niepotrzebnie wpierdolili się w te wszystkie festiwale, duże sceny itd. Za szybko do tego doszło. Pieniądz jednak nie śmierdzi, więc trzeba im to wybaczyć. Za to płyty, nawet te słabsze (a czy tak naprawdę mają „słaby” album?) tak jak mówiłeś są poza zasięgiem większości zespołów. Zbyt utalentowani muzycy siedzą w tej ekipie.

Paweł: Ale oni w ten mainstream weszli z klasą, na własnych zasadach – coś jak Josh Homme. W ogóle totalnie sobie Mastodon wyobrażam w klimatach zbliżonych do Homme’a – trochę mniej ekwilibrystyki, trochę więcej Ameryki i już. Aha, pytasz o słaby album – nie mają takiego.M1

Grzegorz: A może muzycznie też mają coś z QOTSA?

Paweł: Jakby się dobrze wsłuchać, to to są podobne wibracje, chociaż na zupełnie innych poziomach. Właśnie – może Mastodon to takie troche QOTSA metalu? (śmiech)

Grzegorz: O to, to (śmiech). To co, idziemy na koncert czy Mastodona słuchamy w domu?

Paweł: Słyszałeś ich kiedyś na żywo?

Grzegorz: Tak. Kilka razy na festiwalach, nigdy w klubie. I tego żałuję. Temu ten koncert w Gdańsku spędza mi sen z powiek.

Paweł: Ja po koncercie na Sonisphere nie mam dobrych wspomnień, ale rzeczywiście – w klubie, jako gwiazda wieczoru, mogą zabrzmieć zupełnie inaczej. Jestem bardzo ciekaw, jak im te wszystkie harmonie i zaśpiewy wyjdą (śmiech).

Grzegorz: Niech to będzie dla ciebie niespodzianka!

Rozmawiali Paweł Drabarek i Grzegorz Pindor