MARDUK – Frontschwein (Century Media)

Skojarzenia z legendarnym albumem „Panzer Division Marduk” są naturalne i zrozumiałe. Estetyka wojenna, okopy, bomby, karabiny maszynowe, czołgi, blackmetalowy pacierz. Trzynasta studyjna płyta Szwedów to pozornie druga część wydawnictwa z 1999 roku, lecz w rzeczywistości materiał znacznie bardziej różnorodny, potężny i intrygujący. Nie jest tajemnicą przecież, że od czasu pojawienia się dziesięć lat temu w szeregach grupy wokalisty Mortuusa, Marduk  przechodzi sam siebie. Co więcej, „Frontschwein” to najlepiej wyprodukowany i najmocniejszy krążek w ich pokaźnej dyskografii.

Po rewelacyjnej, aczkolwiek brzmiącej sterylnie Serpent Sermon, Marduk ponownie postawił na surową, trzeszczącą, zgrzytliwą i żywą produkcję znaną z bezlitosnego krążka „Plague Angel”. Znakomicie odpowiada ona wyobrażeniu butwiejących, frontowych trupów, nalotów dywanowych czy granatów rozdzierających wnętrzności. Album tradycyjnie rozpoczyna huraganowy blitzkrieg blastbeatów i ultraszybkich riffów pod postacią kompozycji tytułowej, ale już drugi numer to majestatyczny, marszowy kolos „The Blond Beast”, posiadający podobny klimat i vibe do mistrzowskiego „Funeral Dawn” z „Wormwood”.

Zgodnie ze swoim niepowtarzalnym stylem i konwencją na trzynastej płycie ekipy Morgana dominują tempa ponaddźwiękowe. Kawałki takie jak „Rope of Regret”, „Thousand-Fold Death” czy „Afrika” to klasyczny szybki Marduk w najlepszym wydaniu. Równowagę na „Frontschwein” wprowadzają utrzymane w średnim tempie tarany „Nebelwerfer” oraz „503”. Za ich sprawą materiał robi wrażenie mniej jednostajnego i monotonnego. Mimo bestialstwa i szalonego mordu, album jest pełen melodii i wpadających w ucho zagrywek, czym łapie za gardło i nie pozwala się oderwać.Band Photo - Marduk(1)

„Frontschwein” to piąty długograj z Mortuusem za mikrofonem, a pierwszy z Fredrikiem Widigsem (wcześniej choćby Demonical) za bębnami. Perkusista młody, lecz już niezwykle doświadczony, na szóstkę wypełnił przestrzeń po Larsie Broddessonie. Trudno w to uwierzyć, ale po Marduku zupełnie nie słychać, że istnieje od ćwierćwiecza. Furia i dzikość z jaką uderza najnowszy materiał, charakterystyczna dla młodych i głodnych zespołów, daje do zrozumienia, że Szwedzi nie zaspokoili jeszcze swych zwierzęcych żądzy. Pozycja watahy drapieżnych wilków z Norrköping jest w blackmetalowym lesie wciąż niezagrożona.

Adam Drzewucki

Sześć