MAN THE MACHETES – Idiokrati (Indie Recordings)

Zawsze mnie zastanawiało, jak to się dzieje, że w Norwegii mogą obok siebie egzystować tak różne gatunkowo zespoły – obok siarczystego black metalu jest i rock’n’roll i sporo hardcore’a czy nawet zwykły poprock. Klimat sprzyja raczej temu pierwszemu gatunkowi, choć ostatnio pojawiło się kilka zupełnie odmiennych jeśli chodzi o ciężar gatunkowy zespołów. Np. Man The Machetes.

 

 

 

Kvelertak powinien czuć się lekko zagrożony, bo oto gdzieś z tyłu pojawia się kolejny zespół, który lubi używać własnego – norweskiego – języka i całkiem nieźle miksuje gatunki, które określiłbym jako „skoczne”. Język krainy fiordów okazuje się być kluczem do sukcesu – wyobrażacie sobie np. Rammstein śpiewający po czesku? Ok., nie śmiejcie się. Tak samo ja nie wyobrażam sobie Man The Machetes wyrażających swoje emocje w języku Szekspira. Jasne, może przesadzam, ale naszpikowany „r” lengłidż wikingów znakomicie sprawdza się w połączeniu z muzyką proponowaną na „Idiokrati” (swoją drogą – niezły tytuł). Dźwięki, jakimi operują, miksują w sobie siarczystego rock’n’rolla, szczyptę death metalu, co prowadzi wprost do klimatów death’n’rollowych i Entombed z flow charakterystycznym dla skandynawskiego neo – rocka z Turbonegoro na czele. Prosto, w średnich tempach, zadziornie z często gęsto podciąganymi strunami. Bez zbytnich kombinacji, centralnie w twarz. Może nie ma tu zbytniej finezji, ale zespół nadrabia to zawziętością i jakimś rodzajem zadziornej złości, która emanuje z tych  kawałków.  Nie bez znaczenia jest też całkiem spory potencjał komercyjny tej muzyki. Wprawdzie nie ma tu jakichś specjalnie chwytliwych melodii a wokalista głównie ryczy, jednak kompozycje wpadają w ucho i w większości przypadków nie wiedzieć czemu, tkwią w pamięci. Wprawdzie wymieniony gdzieś wyżej, bardziej utytułowany Kvelertak jest jednak bardziej przebojowy, Man The Machetes idzie w dobrym kierunku i pewnie – jeśli będzie miał jeszcze trochę więcej odwagi – uda mu się osiągnąć podobny status. Co oczywiście, jest tylko moją spekulacją.

Jeśli macie ochotę na całkiem oryginalnie podany neo – death’n’roll (jest, jest nowa szufladka!!), możecie spróbować „Idiokrati”. Polecam bez obaw, bo w gruncie rzeczy to prosta, choć nie pozbawiona ambicji muzyka. Kto wie, może nie będzie to jednorazowy strzał…

Arek Lerch

Cztery