MALEFICE – Gravitas (Transcend Music)

Brytyjska scena muzyczna regularnie zalicza wzloty i upadki. O ile w kwestii około rockowej czy elektronicznej Wyspy mają się świetnie, tak w metalu nie dzieje się najlepiej. Progresywna strona medalu lśni mocno, ale agresywne oblicze, niestety jest w odwrocie.

Po krótkim zawieszeniu działalności, Anglicy z Malefice powracają z nowym materiałem. Jeszcze do niedawna nazywani nadzieją wyspiarskiego melodyjnego metalu, dziś są cieniem samych siebie i reprezentują… no, właśnie, co? W roku 2014 są tworem, który startuje zupełnie od nowa i to w nie najlepszym kierunku. Wycieczki w stronę groove a’la Lamb of God i młócki miejscami bliższej Napalm Death niż neothrash’owych hord po linii The Haunted, Lazarus A.D z domieszką amerykańskiego metalcore’a wychodzą im, niestety, średnio. Nie, żeby (dla mnie) byli kiedykolwiek objawieniem, ale w momencie gdy ze sceny dość nieoczekiwanie zniknęli mistrzowie z Biomechanical, a młokosi z Anterior dali sobie spokój z graniem, Malefice miało szansę zaistnieć równie mocno co obecnie bardzo popularni koledzy z Sylosis. Pomóc miał im w tym kontrakt z Metal Blade, ale Brian Slagel zaufał im tylko na dwa, niestety, bardzo przeciętne albumy.malefice band

Raptem cztery nowe utwory Malefice odzwierciedlają „nowe” fascynacje członków zespołu z Reading, i pokazują, że w tej załodze wciąż gnieździ się kupa pomysłów, którym trochę niefortunnie brakuje odpowiedniego, producenckiego szlifu. Żeby nie narzekać na „Gravitas” powiem tak: fajnie, że wrócili, bo w UK brutalny metal potrzebuje młodej krwi. Nie fajnie, bo zaserwowana groove/metalcore’owa papka doprowadziłaby do drżenia rąk jakieś 6 lat temu, kiedy rzeczywiście byli nową twarzą wyspiarskiej ekstremy i mieli do zaoferowania znacznie więcej niż połowa zespołów obecnie. Szkoda, bo mając w składzie tak niesamowite gardło jak Dale Butler i mistrza gitary Bena Symonsa, powinno być po prostu lepiej…

Grzegorz „Chain” Pindor

Trzy