LVCIFYRE  – The Calling Depths (Blood Harvest)

Londyn to wielonarodowy i kulturowy tygiel, w którym – jak się okazuje – dochodzi również do spotkania i współpracy metalowców z różnych krajów. Lvcifyre powstał w wyniku połączenia sił muzyków znanych z formacji Adorior, Necrosadist, Corpus Christi co może nam dawać pewne wskazówki, jaką muzyką zajęli się w nowym projekcie. Nie wiem dlaczego, ale mimo zachęcających reklam nie spodziewałem się po tym zespole zbyt wiele…

Niestety, przynajmniej częściowo moje przewidywania sprawdziły się. Lvcifyre na swoim debiutanckim krążku nie pokazują niczego godnego szczególnej uwagi. „The Calling Dephts” to płyta, która lokuje się na półce z napisem „średniak”. Album wypełnia szybki, brutalny miks death metalowej rzezi z grobową atmosferą black metalu. Zdecydowanie dominującym gatunkiem jest tu death metal, który pod pewnymi względami ma sporo podobieństw do Belphegor. Lvcifyre upodobali sobie tworzenie długich kompozycji, których średni czas trwania oscyluje w okolicach sześciu minut. Jest to, jak dla mnie, główny mankament tej płyty. Żeby grać długie utwory trzeba mieć na nie pomysł a mam wrażenie, że Lvcifyre przeciągają czas trwania kawałków bez jasno określonego celu. Mówiąc brutalnie – w większości numerów koncept kończy się w połowie utworu a później po prostu wieje nudą.

Zdecydowanie najlepiej wypada najkrótszy na płycie „Succubi”. Szybko, konkretnie bez zbędnych dłużyzn prezentuje zupełnie inne, całkiem ciekawe oblicze Lvcifyre. Niestety, jest to jedna z niewielu kompozycji wartych uwagi.

„The Calling Depths” to płyta mocno osadzona w pewnej konwencji. Lvcyfire nie starają się nadać muzyce własnego piętna, jakby granie dźwięków, które ciężko posądzić o jakieś większe ambicje w pełni ich satysfakcjonowało. Jest to album jakich wiele, zagrany poprawnie, opatrzony przyzwoitym brzmieniem… W dzisiejszych czasach przesytu to zdecydowanie za mało.

Wiesław Czajkowski 2,5