LUNA AD NOCTUM – Hypnotic Inferno (Massacre Records)

Black metal w wydaniu symfonicznym to w moim odczuciu jedna z tych gałęzi metalowej sztuki, które zupełnie nie są mi do szczęścia potrzebne. Właściwie wszystko co ciekawe wydarzyło się w tej niszy pod koniec lat 90-tych a zespoły, które skłaniają się ku takiemu graniu dzisiaj, w porażającej większości reprezentują poziom żenująco – tragiczny. Jeśli chodzi o Luna ad Noctum, zespół ten mignął mi gdzieś w tle dekadę temu i prawdę mówiąc, wtedy ich muzyka nie powaliła mnie na kolana. Siedem lat milczenia wyszło zespołowi na zdrowie i powrót w postaci „Hypnotic Inferno” ma wszelkie przymioty materiału, który może zainteresować zwolenników melodyjnego metalowania…

 

„Hypnotic Inferno” to dojrzały powrót zespołu, który świadomie i konsekwentnie realizuje misternie uknuty plan. Mimo, że absolutnie nie jestem fanem takich klimatów, przesłuchałem ten materiał z przyjemnością. Dzisiejsza Luna to zespół lepiej brzmiący, mający świetnie zaaranżowane numery; generalnie pod każdym względem lepszy od bandu, który zapamiętałem sprzed kilku lat.

Fakt, sporo w tym graniu odniesień do twórczości innych, melodyjnych grajków, ale trudno jest jednoznacznie wskazać jedno dominujące zapożyczenie. Nie wiem dlaczego, ale jakoś trudno jest ulokować „Hypnotic Inferno” na współczesnej, bardzo rozbudowanej scenie. Dynamiczna muzyka, która czerpie zarówno z thrashu jak i blacku może spodobać się każdemu lecz równie dobrze może zrazić słuchacza już na wstępie, bo Luna gra tak, by nie zrobić nikomu krzywdy i nawet blasty w wykonaniu tej formacji brzmią… przyjaźnie.

Jeśli fani pierwszych płyt Luna ad Noctum wytrwali w czekaniu, z pewnością będą pozytywnie zaskoczeni bardziej dojrzałą zawartością „Hypnotic Inferno”. Jak dla mnie jest to płyta, którą zespół powinien nagrać dziesięć lat temu a wtedy być może grywałby dziś trasy u boku Dimmu Borgir czy innego Cradle of Filth.

Wiesław Czajkowski

Trzy