LOST SALT BLOOD PURGES – Only The Youngest Grave (Art As Catharsis)

Nie będę ukrywał, że australijski Lost Salt Blood Purges to dla mnie projekt nowy, a Only The Youngest Grave jest z nim pierwszym kontaktem. Kompletnie nie miałem pojęcia, z jakim rodzajem muzyki będę miał do czynienia. Faktem jest, że nazwa ta widniała w moim kajecie pt. „Musisz posłuchać”, ale kiedy dokładnie i w jakich okolicznościach ją tam wpisałem – trudno powiedzieć. Być może to trochę archaiczne, ale dość często sięgam do tej listy i wybieram z niej na chybił-trafił pierwszą lepszą nazwę, która mogła się tam znaleźć miesiąc temu, ale równie dobrze zostać wpisana i ze dwa lata wcześniej. Sama nazwa – zero innych skojarzeń, żeby dać się zaskoczyć. Lost Salt Blood Purges zaskoczyło. I to już od pierwszych dźwięków otwierającego „Oneiric”.

Album podzielony jest na dwie części. Pierwsza, „Oneiric”, zaintrygowała mnie zdecydowanie bardziej niż mocno ambientowa druga część „Lethean”. Przede wszystkim, pierwsza połowa albumu jest dużo bardziej różnorodna. Począwszy od post-rockowego łkania gitary w „Oneiric”, przez plemienno-folkowe motywy w „First Chant: Waxing, Wanding Moon” czy „Second Chant: Blood In The Shells”, skończywszy na partiach saksofonu w „Stuttering Sinews”. Całość jest wyraźnie otulona w ambientową kołderkę, spod której wyzierają – raz mniej, a raz bardziej znaczące – inspiracje drone’m. Wszystko to sprawia, że pierwsza połowa „Only The Youngest Grave” zdaje się być wypełniona muzyką bardziej osobistą i bezsprzecznie emocjonalną, a także wyjątkowo przygnębiającą. Co ciekawe, jest to też muzyka wyjątkowo melodyjna – pod tym względem wyróżnia się zwłaszcza „Oneiric”, gdzie największy udział ma gitara, a całość prowadzona jest przez wyjątkowo urokliwą melodię. Właśnie dopuszczenie melodii do głosu sprawia, że pierwsza część „Only The Youngest Grave” bardziej przyciąga uwagę, zwłaszcza, że są to linie bardzo delikatne, często zaakcentowane tylko prostą partią pianina lub gitary akustycznej, co dodatkowo podkreśla ulotny i subtelny nastrój kompozycji. Pod tym względem wybija się właściwie jedynie bardzo niepokojący „Lanthanesthai”, który w pewnym sensie burzy zbudowany wcześniej, pełny smutku i nostalgii klimat „Oneiric”. band

Druga część – „Lethean” – wypełniona jest przede wszystkimi nagraniami z pogranicza ambientu i field recordings, na dobrą sprawę jedynie w „The Spirit Meets The Skin” wzbogaconymi o elementy tribalowe, zaś w zamykającym „Blood Communion To The Port Saint” urozmaiconymi przez partie pianina. Nie powiem, momentami niepokojąca i zdecydowanie smutna atmosfera „Oneiric” nieco siada, żeby nie powiedzieć, że Lost Salt Blood Purges zaczyna zanudzać. Inną kwestią jest to, że nigdy nie byłem szczególnym fanem field recordings czy w ogóle ambientu, jednak raczej skłaniałbym się ku twierdzeniu, że mimo wszystko czegoś brakuje drugiej części albumu. Przede wszystkim życia – bo choć to nadal jest muzyka obrazowa i niezbyt żwawa, pierwszej części „Only The Youngest Grave” nie sposób odmówić większej ekspresji i większej ilości emocji. Właśnie tego brakuje „Lethean”. Tutaj twórca skupił się na malowaniu dźwiękiem, próbie wykreowania obrazów za pomocą muzyki, jakby odstawiając nieco na bok aspekt stricte emocjonalny.

„Only The Youngest Grave” jest bardzo intrygującym wydawnictwem, nawet jeśli druga część albumu jest nieco nużąca. Tegoroczna propozycja Lost Salt Blood Purges to muzyka wręcz stworzona na tę porę roku, tym bardziej, że nie jest to album krótki – trwa dobrze ponad półtorej godziny. Angażuje smutnym i melancholijnym, a przy tym dość mrocznym klimatem, wciąga różnorodnością i mimo wszystko urzeka swoistą melodyką. Znając swój stosunek do rzeczy około ambientowych, jestem co najmniej zaskoczony.

Michał Fryga

Cztery