LOCK UP – Demonization (Listenable Records)

Lata lecą, skronie pokrywa szacowna siwizna, a włosów na głowie jakby mniej. Mimo tych jakże dobitnych oznak faktu, że fazę młodzieńczego buntu mają już dawno za sobą, czterej stateczni panowie po raz kolejny połączyli siły w służbie kontestującego porządek świata hałasu. O kim mowa, wspominać nie trzeba, bowiem nazwiska takie jak Embury czy Sharp w kwestii grindcore są swoistą oczywistością. Fakt jest taki, że dosłownie chwilę temu trafiła na rynek kolejna, czwarta już, płyta Lock Up, czyli zespołu, który praktycznie zawsze określany jest mianem supergrupy. Do tej pory postrzegałem Lock Up jako ekipę solidnie przereklamowaną, która nagrywa niezłe płyty, ale bez wsparcia nazwisk dawno już przepadłaby w kurzu zespołów, o których nikt nie pamięta. Czy „Demonization” zmienił ten osąd?

Zacznijmy od tego, że „Demonization” to ewidentnie bardzo solidna dawka hałasu. Posiłkując się tym cholernie sztampowym wyrażeniem, chciałbym przekazać Wam to, iż Lock Up po raz kolejny dał nam materiał będący swego rodzaju archetypem grania, w którym krzyżują się szlaki charakterystyczne dla grindcore, death metalu, a nawet punka i hc. Pod tym jakże wspaniałym szyldem kryje się też bez wątpienia najlepsza płyta w dyskografii grupy szalonych panów po 40-tce, ale warto jest zauważyć, że po raz kolejny jest to album, który nie oferuje wiele więcej niż dobry, bardzo przewidywalny, może i rzemieślniczy, ale jednak tylko produkt. Oczywiście, nie każdy musi być od razu wizjonerem i odkrywcą, ale warto też pamiętać, że od Lock Up nie powinniśmy oczekiwać rewolucji. Ci panowie już raz do rewolucji się przyczynili.

„Demonization” zaczyna się z dużą werwą. Aż strach pomyśleć, że te pysznie wkurwione jak sam diabeł riffy generują niemłodzi już zawodnicy. Przecież w tym wieku trzeba się oszczędzać, nie można bez opamiętania gonić i nadwyrężać organizmu, bo o atak serca nietrudno. Mimo to Lock Up z niesamowitą pasją starają się wykrzyczeć cały brud tego świata. Jestem pod dużym wrażeniem tego jak materiał się zaczyna. Wszystko tu gra jak w najlepszej orkiestrze. Jest szybko, ciężko i odrobinę old school’owo a Kevin Sharp drze ryja z takim zapałem, o który od dawna bym go nie podejrzewał. Lock Up

W tej chwili można by nadal słodzić zespołowi i rozpływać się nad zdecydowanie najlepszą pozycją w ich dyskografii, można wychwalać bardzo zgrabne połączenie pierwotnej, punkowej dzikości z bardziej obytym metalowym sznytem, szybkości ze zwolnieniami oraz wielu tych elementów, które w graniu z pogranicza wspomnianych we wstępie gatunków słyszeliśmy już miliony razy. Tylko… po co? Mówiąc zupełnie szczerze, materiał taki jak „Demonization” przesłuchałbym raz, no, może dwa, ale biorąc pod uwagę fakt, że nagrała go tak zasłużona załoga, słucham tej płyty już kilka dni i szukam, ciągle szukam tego „czegoś”, co powie mi, że jest to rzecz wyjątkowa. Tyle, że nie jest i nigdy nie będzie. Czwarta płyta Lock Up to po prostu lekko old school’owy hałas zbudowany na skrzyżowaniu wielu gatunkowych nisz, rzetelny, konkretny, miły dla ucha. Amen.

Wiesław Czajkowski

Trzy i pół