LIVET SOM INSATS – Check Your Grind (Every Day Hate)

Szwedzka ekipa Livet Som Insats to zespół, który ma jeszcze mleko pod wąsem. Ledwie kilka lat działalności i osiem produkcji na koncie, oczywiście wliczając w to zestawienie krótkie formy czyli demówki, ep-ki i splity. Jednak już debiutancki materiał zatytułowany wyjątkowo przewrotnie Livet Som Insats mógł zwiastować, że formacja to nieprzeciętna. Nowa produkcja młodych Szwedów tylko potwierdza pokładane w nich nadzieje. Check Your Grind to znakomity przykład wulgarnego grindcore/punka, który modom się nie kłania a okazji by wybić parę zębów nigdy nie przepuści…

Livet Som Insats od pierwszych, zgrabnie wyciętych z betonu taktów swojej drugiej płyty gdzieś się cholernie spieszą. Mam wrażenie, że zabójcze tempo jakie zespół sobie narzucił, sprawi, że koncertowo materiał ten będzie miał epicką siłę rażenia. Zacznijmy jednak od początku czyli kilku słów na temat tego co usłyszycie po wrzuceniu do odtwarzacza CD „Check Your Grind”. A usłyszycie muzykę naprawdę zacnego sortu. Szybki, energetyczny girnd core wychodzi Szwedom dokoskonale. Nie jest to poziom bezbożnej furii jaką proponują The Kill czy ACxDC gdyż LSI zamiast podążać w wykolejonym kierunku powerviolence, zwracają się do korzeni punkowego hałasu. Tak, to nie pomyłka. Moim zdaniem „Check Your Grind” to materiał z bardzo mocno zaznaczonym punkowym nerwem, który świetnie spina całość w nakręconą, energetyczną płytę. Być może moja ocena nie byłaby tak entuzjastyczna (a taka właśnie jest…), gdyby nie kilka elementów,  sprawiających mi nadzwyczajną radość z konspumcji hałasu i ciągłą chęć podkręcania głośności do maksymalnego poziomu. Słowa-klucze do poznania tego materiału to: intensywność, charakter, brzmienie i brzemienny w skutki romans z hc/punkiem.

Intensywność to zarówno błogosławieństwo jak i przekleństwo grind core’owych kapel. Prawdę mówiąc, coraz mniej zespołów – szczególnie tych młodych – rozumie w czym tak naprawdę tkwi sendo grind core’owej intensywności. LSI wiedzą to doskonale; konstrukcja, krótkich kompozycji świadczy o tym w stu procentach. Zamiast gonić do przodu na oślep i tracić siłę po kilkunastu minutach, Szwedzi kombinują z tempami i co chwilę wyłamują z podpartego blastem bluzgu krótki zwalniający zakręt, po którym z reguły następuje szybki, dziki strzał. Efekt takiej zabawy formą jest taki, że płyta jako całość, mimo iż nie rozgrywa się tylko i wyłącznie w superszybkich tempach, sprawia wrażenie bardzo zorientowanej na budowanie rzeczonej intensywności.Band

Charakter to rzecz potrzebna, szczególnie młodym twórcom. LSI mają charakteru całą beczkę i słychać to w praktycznie każdym numerze. Jak mogą unikają łatwizny i oczywistych skojarzeń ze starszymi, znanymi zespołami, które i tak będą się pojawiać. Jak dla mnie nie znajdziecie tu nawiązań, które można by przedstawić na dowód kalkowania zespołu X czy Y. Z kolei brzmienie w jakie ubrany został „Check Your Grind” to ostra acz lekko zardzewiała brzytwa. Wulgarny, dziki sound idealnie pasuje do tego materiału i równie dobrze mógłby być stworzony podczas sesji live w piwnicy co w studio nagraniowym z inżynierem dźwięku, którego stawki przyprawiają o zawrót głowy. Słuchając tego materiału po raz kolejny skłaniam się jednak ku pierwszej hipotezie. Ta płyta jest jednym z nielicznych, grind core’owych wydawnictw, które rzeczywiście brzmią mocno, dynamicznie, ale nadal bardzo surowo . Mankamenty? Nie stwierdziłem.

Na deser w tej przydługiej recenzji zostawiłem dwa zdania o tym co w gruncie rzeczy sprawiło, że już długi czas z lubością katuję się „Check Your Grind”. LSI do dość skostniałej, grind core’owej rzezi wpuszczają sporo zepsutego, hc/punkowego powietrza. Daje to efekt znakomity. Dzięki tym wszystkim zwolnieniom rodem z hc czy bitym stricte punkowo nośnym rytmom, album jest bardzo słuchalny, ale zyskuje też na czytelności co w grind core wcale  nie jest regułą. Słowem – „Check Your Grind” to album, który porywa od pierwszych taktów pierwotną energią i punkowym szałem. Może i dziś zamiast agrafki wbitej w żywe ciało punk nosi okulary za kilkaset euro, ale twórczość bandów takich jak LSI dowodzi, że buntowniczy duch jeszcze całkiem nie zginął. Mocna rzecz warta tego by ją poznać.

Wiesław Czajkowski

Pięć