LIPALI – Mosty / Rzeki / Ludzie (Presscom)

Fajnie jest się starzeć z godnością.  Tak, żeby nie zostawiać po sobie obciachu, niezależnie, czy jest się lubianym czy nie. Lipali – obojętnie jaki możemy mieć stosunek do Lipy, do jego tekstów i wokalu –  jest jakimś tam fenomenem, być może cały czas rozpatrywanym w kontekście sporej popularności Illusion w latach 90., jednak brawa za to, że zespół chce istnieć tu i teraz a przede wszystkim dlatego, że cały czas ma jakiś pomysł na siebie.

Nie chcę w tym miejscu wymieniać wykonawców, którym wiek padł na mózg, z różnych zresztą względów, bo byłby z tego osobny tekst, jest jednak coś w tym, że na starość wychodzą z ludzi pretensje, żale, chęć udowodnienia, że jeszcze artretyzm ich nie zjadł. A także wychodzi zidiocenie, skutkiem czego są żenujące niejednokrotnie próby bycia młodszym od nastolatków. Co zresztą nigdy się nie udaje. Wie to Lipa, dlatego zamiast szaleć, po prostu robi swoje, rozwija się, zmienia i być może łapie jakąś wiekową nostalgię. W każdym razie nowa płyta Lipali to taka oaza spokoju i refleksji, gdzie nawet w mocniejszych fragmentach czuję jakiś „zadumy spokój”. Jasne, w dużej mierze odpowiadają za to teksty, będące czasami moralizatorskie, ale w ogólnym wyrazie refleksyjne w opisie rzeczywistości. Tu już nikt „nożem” nie rzuca. Śledzę karierę Lipali od początku i jest w tym ciekawa ewolucja. O ile pierwsza płyta była wyrazem poszukiwań, to już kolejne próbą nawiązania do ciężaru Illlusion i dopiero na poziomie „Fasad” (ok, częściowo już na  „3850”) Lipa postanowił naruszyć zespołowy fundament. Dzisiaj, z perspektywy, płyty ze środkowego okresu nie bronią się już tak dobrze, tym bardziej cieszy nowy krążek, który faktycznie jest odważnym krokiem w stronę czegoś nowego. A może zwieńczeniem kariery, w sumie, gdyby miała to być ostatnia płyta Lipali, obyłoby się bez wstydu. Ale to chyba nie koniec, bo wydaje mi się, że w swoich poszukiwaniach Lipa może jeszcze coś ciekawego pokazać.Lipali_2019_04Na razie mamy „Mosty Rzeki Ludzie” i przynajmniej z sześć numerów to rzeczy bardzo miłe dla ucha. Przykręcenie gitarowego wyziewu na rzecz przestrzennego koloryzowania przy zachowaniu podbudowy solidnej, punktującej sekcji (znajdziemy w niej nowego basistę) było dobrym posunięciem. Nie rozumiem do końca szumu, jaki wywołał singlowy „Kim jestem” bo to świetna piosenka, której zazdrościć może Lipie każdy kompozytor. Jasne, skoro na flagowca wybiera się wykastrowany z ciężkiego riffu kawałek, ktoś może poczuć się oszukany, ale jednocześnie utwór ten sygnalizuje co jeszcze nas czeka. A tu czai się przecież jeszcze bardziej radiowo-harcerski (z lepiącą się do ucha melodią, temu nie zaprzeczę) „Świat upada”. Można mieć wątpliwości, ale słucha się tego w samochodzie przednio (np. na zmianę z Pezetem), choć muszę też zaznaczyć, że w jakimś sensie zestawienie gorzkiego i przejmującego tekstu z „mega” melodią jest ciekawym pomysłem. Piosenki, które pokazują kunszt Lipy to przede wszystkim „nostalgiczny „Będzie dobrze”, przestrzenne zwrotki „Od brudu” i  świetny „Pa” z solówką trąbki. Ze starym Lipali może się kojarzyć „Stoimy na ramionach skał” czy dynamiczny „Ocalimy was”. Ogólnie, wpuszczenie powietrza, momentami niemal post rockowy klimat, zagonienie ciężkiego riffu do narożnika zrobiło swoje, czyli odsłoniło fajne aranżacje i wyeksponowało jeszcze bardziej dynamikę. Odmieniony Lipali jest fajny, przyjemnie wchodzi w głowę. I choć jakoś cicho o tej płycie w mediach, nie wątpię, że szef jest zadowolony.

Arek Lerch

Zdjęcie: Oskar Szramka

Cztery