LET THE BOY DECIDE – E L A P S E A (Music Is The Weapon)

Let The Boy Decide to zespół stojący z boku i chyba niespecjalnie zabiegający o hype i popularność, nawet jak na undergroundowe standardy. A przynajmniej tak tłumaczę sobie fakt, że mało kto o nich słyszał. Ich nowy album „E L A P S E A” ukazał się blisko 2 miesiące temu, a w Internecie dogrzebałem się jedynie do jednej mini-recenzji – wywiadu nie znalazłem żadnego. I to właśnie w braku inicjatywy zespołu znajduję wyjaśnienie takiego stanu rzeczy, bo do muzyki nie można się przyczepić.

Let The Boy Decide istneją już 14 lat, a „E L A P S E A” to ich 3 krążek. W roku 2009, tuż po wydaniu drugiej płyty, „Like The Earth, Like The Sun, Like The Ocean In The Night”, zespół zawiesił działalność i powrócił dopiero teraz. Być może właśnie z tego faktu, jak i z drobnych zmian personalnych, wynika ich brzmieniowa metamorfoza. Z radosnego, kojarzącego się z gitarową alternatywą końca lat 80./początku lat 90. grania przeszli w bardziej mroczny, duszny klimat, który budują za pomocą syntezatorów, rozedrganych, rzucających dźwiękowe kleksy gitar oraz melancholijnych melodii. Już słysząc pierwsze takty otwierającej płytę kompozycji wiemy, że mamy do czynienia z odmienionym zespołem. Spokojna, rozmarzona atmosfera i oszczędna praca instrumentów pozwalają zapomnieć o starym Let The Boy Decide, w którym to na pierwszy plan wysuwała się przyjemna, indie rockowa gitara i radosny wokal. Tutaj jest inaczej, chociaż, pomimo że „E L A P S E A” to melancholijny krążek, nie można odmówić mu chwytliwości, jak choćby w idealnie nadającym się na singiel (dziwię się, że ten numer nie pojawia się jeszcze w Trójce, nadałby się) „Last Breath”, czy też w troszkę żwawszym, choć nostalgicznym „Tomorrow”. Uwagę zwracają także partie trąbki. Dochodzimy tym samym do „Time” – najbardziej optymistycznego i, przy okazji, najlepszego numeru na krążku, w którym trąbka pojawia się, by – niczym kometa na nocnym niebie – po chwili zniknąć, ale nadaje tej hipnotycznej kompozycji uroku.LTBD

Dziwi brak zainteresowania ze strony mediów – i mniejszych, i większych, bo „E L A P S E A”  to pozycja nośna, a przy tym niebanalna. Z potencjałem. Oczywiście, nie ma powodów do popadania w zachwyty – nie jest to krążek genialny, ale zwyczajnie dobry i taki, któremu należy się trochę więcej uwagi.

Paweł Drabarek

Zdjęcie: Ryszard Brzeziński

Cztery