LENGTH OF TIME – Let The World With The Sun Go Down (GSR)

Wyjątkowo płodna w drugiej połowie lat 90-tych belgijska scena metalcore’owa nie jest już dziś taką siłą jak kiedyś, ale okazuje się, że nie wszystkie z tych kapel zniknęły na dobre. Length Of Time od czasu wydanej w 2003 roku znakomitej płyty „AntiWorld”, było jednak nieaktywne przez całe lata. Jakiś czas temu Belgowie opublikowali split z Santa Karla, zaczęli ponownie koncertować, była mowa o premierowym materiale. Najświeższe wydawnictwo LOT to cztery nowe numery oraz dwa znane ze wspomnianego wcześniej splitu, ale jeden z nich nagrany ponownie.

Pochodzący z Brukseli kwartet w 1998 roku, piorunującym debiutem „Approach To The New World” pokazał jak można łączyć hardcore z metalem. Uderzył diaboliczną, gęstą i wkurzoną muzyką, pełną masywnych riffów, a także wpadających w ucho patentów. Podobnie było na minialbumie „Shame To This Weakness Modern World” i kolejnej płycie „How Good The World Could Be… Again”, która ukazała się jeszcze w 2000 roku. „AntiWorld” stanowiło zaś pewne novum w kwestii melodii i rytmiki, przynosząc bardziej przebojowe piosenki.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że najnowsze kawałki są wypadkową wszystkich dotychczasowych dokonań załogi dowodzonej przez gitarzystę Michela Kirby’ego. Oparte na metalowym schemacie, szybkie, energetyczne utwory, agresywne wokale, dopełnione przebojowymi refrenami, to firmowy znak Belgów. Rozpoznawalny głos Rossa van Geela robi oczywistą różnicę, nadając kompozycjom specyficznego klimatu. Brudna produkcja i lekko garażowe brzmienie powodują, że odnosi się wrażenie, jakby zespół nigdy się nie rozpadł, a te numery nagrał dziesięć lat temu. Jest to niewątpliwa zaleta dla słuchacza, który ceni sobie konsekwencję i podążanie raz wyznaczoną ścieżką. Pytanie tylko czy ktoś, kto nie jest jeszcze fanem Length Of Time, odnajdzie w tych dźwiękach coś zajmującego.

Adam Drzewucki