LCD SOUNDSYSTEM – Americam Dream (Sony)

Żyjemy w czasach dość dziwnych. Nerwowych, złych, pełnych nieokreślonego napięcia, które powoli zaczyna zmieniać nas jako ludzi. Jak najszybciej potrzebujemy jakiegoś nowego otwarcia, oczyszczenia i oddechu. Uspokojenia. Z pomocą przychodzi niepozornie opakowana płytka zatytułowana „American Dream”, która pozwala na chwilę zapomnieć o zwariowanym świecie, sącząc w nasze mózgi dźwiękowe, bezpretensjonalne ukojnie.

W zasadzie nadal nie wiem, co takiego jest w tych dziesięciu numerach, co powoduje, że zajebiście się odprężam podczas lektury płyty. Być może chodzi o równowagę, idealne wykoncypowanie proporcji między lekkostrawnym, tzw. ambitnym popem, melodią i doskonale dobranymi brzmieniami instrumentów klawiszowych. Elektroniczne brzmienia jakie zdobią płytę to mistrzostwo współczesnego samplingu, zaś sposób, w jaki miksują się z żywymi instrumentami prezentuje poziom nieosiągalny dla większości muzykantów. Ale nie o techniczne niuanse chodzi, a o klimat, emocje i stan ducha, w jaki wprawia nas LCD Soundsystem. Kluczowy jest puls, taniec, jednak nie nachalny, momentami nadający się bardziej do słuchania niż uderzania na parkiet. Delikatne nawiązania, jakie nasuwają się przy poszczególnych numerach są jak dobrze dobrana przyprawa. Nie denerwują, ale poprawiają smak poszczególnych kompozycji.JMleanlarge-foto

Głównym składnikiem jest tu synth pop, najwyraźniej słyszalny w „Oh, Baby”, „Tonite”, „American Dream” i „Black Screen”, najdłuższym, oszczędnym aranżacyjnie, rewelacyjnym finale. James Murphy jest znakomitym kompozytorem, który ma wyczucie i dokładnie wie, kiedy zapodawać proste konstrukcje, a kiedy bawić się w układanie wielu warstw, co jednak nie wpływa na odbiór – nawet te bardziej zakręcone numery posiadają przystępną, lepiącą się do ucha melodykę. Trochę śmiesznie wypadają z kolei „Change Yr Mind” i „Emotional Haircut”; nie jestem pierwszym, który zauważa podobieństwa do klimatu U2, z tym, że ekipa Bono ostatnio nie jest w takiej formie, by stać ich było na tak dobre kompozycje. To zresztą całkiem udany ukłon w stronę indie rocka. LCD bawi się klimatem – tu warto zwrócić uwagę np. na piękny, hipnotyzujący „I Used To” czy ciekawie skonstruowany na bazie rytualnych bębnów „How Do You Sleep?”. James bawi się konwencjami, zwinnie przeskakuje po różnych tematach wskazując nam kierunki. I robi to tak sugestywnie, że bez szemrania za nim idziemy.

Pop w takim wydaniu przestaje być banalny, artystowski posmak nobilituje disco do rangi sztuki, zaś rozrywka przestaje być pustymi podrygami. Świetna płyta, która świata nie zmieni, ale uczyni go odrobinę jaśniejszym.

Arek Lerch

Pięć