LANTLÔS – Melting Sun (Prophecy Productions)

Lantlôs to modelowy wręcz przykład muzyki, która łączy – w sensie mentalnym – post rockowe, alternatywne klimaty z metalem. Pomost jest tu jednak tylko umowny, bo najnowsze dzieło z przesterowaną gitarą nie ma w zasadzie żadnych punktów wspólnych. Z wkurzenia pozostał jedynie smutny, zawieszony w próżni klimat, który spowija całunem nową płytę niemieckich muzyków.

Już poprzedni krążek zespołu – „Agape” – wskazywał na to, co wydarzy się w przyszłości. Grupa ewoluowała w stronę przestrzennych, post – flojdowskich rewirów (post rock?), mocno upodabniając się do kolegów z Alcest, wywodzących się w sumie z dość podobnych korzeni. Nie ukrywam, że ów kierunek jest zbieżny z moimi zainteresowaniami i jeśli lubicie ową malkontencką, zbolałą manierę przywodzącą na myśl shoegaze, możecie spokojnie zasiadać razem ze mną do lektury „Melting Sun”.

Zazwyczaj nie przykładam szczególnej uwagi do oprawy graficznej płyt, jednak w tym przypadku muszę się nad obrazkiem zdobiącym album pochylić. Nie wiem, czy autor grafik dostał do przesłuchania album, zakładam jednak że miał z nim styczność, bo dawno nie spotkałem okładki tak idealnie odzwierciedlającej muzykę. Oniryczny, rozleniwiony (może pustynny?) klimat, jaki bije z tego obrazka, idealnie wprowadza w nastrój, generowany przez muzykantów. Rozciągnięte w czasie, psychodeliczne dźwięki, wolne, progresywne pasaże podporządkowane są dwóm elementom – prostocie i transowi. Zamiast kombinować przy aranżacjach, zespół stawiana spokojny, pozornie swobodny flow, mnóstwo przestrzeni, podkreślanej akustycznymi brzmieniami i świetną, bardzo wyrazistą, choć także skupioną na pulsie a nie popisach sekcją rytmiczną. Być może w stosunku do zupełnie zatopionego w shoegaze’owej blazie „Sheltera”, więcej na „Melting Sun” akcentów sludge’owych, jednak wszystko zrobione jest przede wszystkim z dbałością stan naszych narządów słuchu. Cała muzyka zastyga w palących promieniach (znowu okładka…) słońca, poruszamy wolno rękami i zamykamy oczy. Aż dziw, że ta płyta nie została wydana przez 4AD, zresztą, wyraźne koneksje z największymi gwiazdami angielskiej stajni czyli Cocteau Twins wcale nie są takie absurdalne.Lantlos Band

„Melting Sun” na pewno nie jest płytą odkrywczą i na każdą okazję, bo trzeba mieć odpowiedni stan ducha, żeby w tych dźwiękach się zatopić, zapomnieć o całym świecie i – że użyję wyświechtanego zwrotu – zwyczajnie odpłynąć. Kilka razy już mi się to udało i liczę na więcej takich upal(o)nych seansów.

Arek Lerch 

Cztery i pół