LA DISPUTE – Rooms of the House (Better Living)

Wśród tegorocznych rozczarowań na poletku hc/punka i pochodnych znalazło się już miejsce dla Touche Amore a jak się okazuje, również dla La Dispute. Wspomniana dwójka zespołów, będących znakami firmowymi płaczliwego, emocjonalnego hc (albo post-hc) trochę się pogubiła, i zamiast wydać swoje najlepsze jak do tej pory dzieła, raczy nas krążkami cechującymi się obniżeniem lotów, a w przypadku La Dispute, kompletnym odciążeniem materiału.

Nie, żeby panowie zapomnieli z jakiego środowiska wyszli, ale na „Rooms of the house” brakuje mi krzty prawdziwego wkurwienia, które winno cechować zespół hardcore’owy. Wiem, że ogólnie przyjęta konwencja na to nie pozwala, podobnie było w przypadku nieistniejącego już Break Even, ale zabawy w mruczanki i spoken word nie robią już na mnie takiego wrażenia jak kiedyś. Zresztą, gdyby tak utwory były krótsze o minutę, albo w ogóle miały mniej rozbudowane (SIC!) formy, byłbym skłonny wystawić wyższą notę. A tak, najzwyczajniej, kontakt z La Dispute, co stwierdzam z wielkim żalem i przykrością, nudzi.La band

Możliwe, że po prostu jestem zmęczony taką muzyką, albo mam okres na „granie do przodu”, i bądź co bądź, La Dispute nie wpisuje się w moje bieżące zainteresowania, co nie zmienia jednak faktu, że jestem rozczarowany nijakością tego materiału. Zamiast sadzić tutaj peany pod same niebiosa i jarać się błyskotliwymi tekstami, czy niejedną dobrą melodią (są jednak wyjątki jak „For Mayor in Spitsville”, „The Child We Lost 1963”), jest zgrzyt i umiarkowane „no ok, może być”.

Grzegorz „Chain”Pindor

Dwa i pół