KRIMH – Krimhera

Tylko roku potrzebował aktualny perkusista Septicflesh, a były Decapitated, aby opublikować swój drugi album solowy. Kerim Lechner to dwudziestosześcioletni muzyk, który warsztatem, dojrzałością i wizją artystyczną zawstydza niejednego metalowego weterana. Dziesięć kompozycji zawartych na „Krimhera” to, z jednym wyjątkiem, instrumentalna jazda przez nowoczesne, groove metalowe brzmienia z istotną dozą klasycznych death i black metalowych elementów. Płyta wspaniale koresponduje z debiutanckim Explore i stanowi kolejny krok Austriaka w dążeniu do twórczej doskonałości.

Granie instrumentalnego metalu niesie za sobą dwa ryzyka. Pierwsze, ryzyko monotonii i pójścia w stronę sztuki ilustracyjnej, stanowiącej raczej interesujące tło niż muzykę jako taką. Drugie, ryzyko nadmiernie rozbudowanych, wybujałych, popisowych, nierzadko ledwie przyswajalnych kompozycji. Na całe szczęście, dla nas i dla siebie samego, Lechner uniknął jednego i drugiego. Mimo faktu bycia wybitnym perkusistą, na „Krimhera” nie stara się udowodnić za wszelką cenę, że potrafi bębnić we wszystkich możliwych gatunkach. Mimo tego, że album otwierają nastrojowe dźwięki saksofonu, jest to płyta w pełni metalowa. Kerim konstruuje kawałki w taki sposób, by uniknąć wrażenia, że na płycie liczą się wyłącznie ścieżki perkusji. Choć z pewnością bębny to koronny instrument Austriaka, niesprawiedliwością byłoby jego grę na gitarze i basie nazwać słabym ogniwem tej płyty.

Na szczególną uwagę zasługuje utwór Czarna Śmierć, pierwszy kawałek Krimha nagrany z wokalistą. Jest nim Patryk Zwoliński, znany przede wszystkim z Blindead, a kiedyś także z Antigamy. Trudno jednoznacznie wydać sąd czy to najciekawszy moment albumu, ale prawda jest taka, że piosenka jest znakomita, pełna emocji i napięcia. Jeśli w przyszłości Lechner zaprosi do współpracy kolejnych krzykaczy, projekt studyjny szybciej zamieni się w koncertujący byt.Jörg Varga (Red In The Sky Photography)

Wrażenie, poza samymi kompozycjami, robi także niesamowita produkcja płyty. Bębny brzmią głęboko, żywo, niezwykle czytelnie. Instrumenty strunowe nie wypadają przy nich gorzej. Brzmienie gitar odznacza się charakterystycznym mieleniem, ale jednocześnie precyzją i powściągliwością. Słowa uznania za to należą się Oli Englundowi, gitarzyście The Haunted, a także partnerowi Krimha z nowopowstałego projektu Eldvåg, odpowiedzialnemu właśnie za ton gitar.

Gdy w ostatnich dniach 2013 roku Krimh opublikował na YouTube dwa perkusyjne kowery Slipknot, głośno mówiło się o tym, że z powodzeniem zastąpiłby Joeya Jordisona. Tajemnicą poliszynela jest, że grupa z Iowa należy do jego ulubionych. Gdyby jednak jego marzenie się ziściło, świat byłby uboższy o perłę, jaką jest „Krimhera”.

Adam Drzewucki 

Pięć i pół