KRALLICE – Ygg Hurr (Avantgarde Music)

To takie trudne by dobrać pojedyncze słowa, następnie układając je w ciąg logicznie złożonych zdań opisać w choć w malutkim stopniu to, czym Krallice jest. Bo szkoda odwoływać się do tak oklepanego patosu jak „awangarda”. Nie chcę tego robić, jest to niepotrzebne, ta muzyka nie potrzebuje być określona. A zwłaszcza, jeżeli chodzi o wrzucanie wszystkiego co „inne”, tj. rozbudowane, skomplikowane strukturalnie i ciężkie do strawienia do wora, szuflady, kosza i wszystkiego co nosi znamiona „awangardy”. To jest po prostu Krallice, nie do podjebania, ot, co.

Najnowsze szaty prezentowane przez Amerykanów to kolejne zstąpienie w głąb niebezpiecznej przestrzeni na nowo odkrytej planecie. Rozwinięte do niewyobrażalnych rozmiarów melodyjne partie zeszły z pierwszego miejsca prezentowanej formuły muzycznej. Owszem, jest ich co niemiara, acz to nie to samo co wcześniej. To przede wszystkim progresywny materiał, odleglejszy od black metalowej stylistyki. Zrobiło się jakby bliżej z Gorguts, niż z jakimkolwiek innym przedstawicielem poczerniałego rzemiosła. Jest tu niezwykle ponuro, srogi bas swój nikczemny ton zapożyczył z Geryon, tworu, w którym udziela się Nicholas McMaster, basista i wokalista obu zespołów. Tak, zdecydowanie bas gra tutaj pierwsze skrzypce, słychać to szczególnie w rozpoczynającym album „Idols”. Oczywiście, dla Colina Marstoma też znajdzie się miejsce, taki „Over Spirit”, trąca warsztatem Indricothere, solowego projektu grajka. Wiele się tutaj dzieje, oj wiele, każdy chce coś powiedzieć jednocześnie. Ale to nie jest bełkot, to odpowiednio synchronizowana opowieść, przedstawiona w formie stanowczego manifestu, jakby każdy musiał się do niego niezwłocznie ustosunkować.Band

Tak ciężkiego materiału to dawno w uszach nie miałem. I nawet nie o to, że to przecież ta „awangarda”, że przekombinowane do granic możliwości – bo tak w planach było. Sęk w tym, że brak tu uchwytów, przynajmniej na początku, bo z czasem pojawiają się one coraz wyraźniej, dajmy na to zapadającą w pamięć melodię w „Wasters Of Ocean”. Nie zmienia to faktu, że wcześniej było nieco inaczej, takie „Years Past Matter” sprzed trzech lat to przy „Ygg Hurr” kopalnia hitów, gdzie każdy numer żył własną historią. Teraz, by historia mogła dać o sobie znać, należy przebrnąć przez cały materiał i w kontekście tej całości delektować się jej olbrzymim majestatem.

Adam Piętak

Pięć i pół