KINGDOM – Putrescent Remains of the Dead Ground (Godz Ov War)

Marudząc na zaprzyjaźnionych łamach Noise Magazine w temacie płyty Absque Cor zwróciłem uwagę, że blackmetalowe inwestycje Godz ov War bywają wątpliwe, jakkolwiek wyraziste. Natomiast w przewidywalnym, dobrze znanym gatunkowym death metalu grześkowy katalog można chwytać w ciemno. Album Kingdom adresowany jest oczywiście do fanów metalu śmierci i nikogo poza tym. Ta hermetyczność to jego największa zaleta.

Death metal jaki jest, każdy widzi. Jeśli jesteś w stanie wyobrazić sobie połączenie „Covenant” Morbid Angel (riffy, „rowerki” na centralkach) i „Here in After” Immolation (również riffy i charakterystyczny, ponury klimat) w wersji strukturalnie uproszczonej, to wiesz mniej więcej z czym się to Królestwo je. Jak wiele innych wydawnictw Godz ov War, „Putrescent Remains…” buduje swoją tożsamość wokół grobowego nastroju, który ważniejszy jest niż oldschool dla samego oldschoola. Myślenie „dzikością” świetnie sprawdza się w polskojęzycznych fragmentach, zionących hałasem z lat 90., kiedy wokaliści nie wstydzili się śpiewać death metalu po polsku, a już tak prosty zabieg dawał sam w sobie plus sto do piekła. Kingdom nie robi tego na modłę „retro”, przynajmniej ja nie odbieram tego w ten sposób. Tu nie chodzi o to, aby pokłonić się „Nocy Demona” Ghost czy „Deo Optimo Maximo” Scarecrow, ale chłopaki na pewno pamiętają, jak dobrze brzmiały tamte nagrania z polskojęzycznymi wokalami i jaką miały siłę. Kolejne punkty łapie świetny kower „Blashyrkh” ze złotej ery Immortal, zespołu, który jako jeden z nielicznych przeciągał wtedy mosty między zantagonizowanymi black i death metalem. Band

Być może inwestycja w jakiś skrypt generujący recenzje płyt deathmetalowych raz na zawsze rozwiązałaby problem z ich opisywaniem. Ustawiałoby się tylko parametr punktowy w skali od jeden do dziesięciu i klikało zrzut do pdf… Kingdomowi ustawiłbym takie mocne siedem. To jasne, że „Putrescent Remains…” nie będzie dla nikogo „entry pointem” do świata death metalu. Spektakularnej kariery też z tego nie będzie, ale Kingdom raczej nie ma w szufladzie żadnych planów podboju wszechświata. Formuła podziemnego death metalu stojącego po kolana w końcówce wieku ma wciąż wiele do zaoferowania bo młodsi przejęli pochodnię i co prawda nie wymyślili ognia na nowo, ale dzielnie go podtrzymują.

Bartosz Cieślak

Cztery