KING FEAR – s/t (Quality Steel Records / Soulfood)

Black metal jest straszny, jest zły i okrutny. Bywa też śmieszny, męczący i nudny. W takim kontekście debiutancka ep – ka King Fear jest zastanawiająco świeża. W każdym razie ma więcej do zaoferowania niż zapowiadają reklamowe slogany i jest dużo ciekawsza, niż dokonania Dark Funeral, z którym King Fear łączy osoba wokalisty Nachtgarma.

Debiutanckie mini zespołu to pięć kawałków mieszczących się w 15 minutach. Idealnie na zasygnalizowanie  bytności na metalowej scenie. Sam nie wiem, czemu ta płytka mi się podoba. Może ze względu na chamski prymitywizm z jednej strony i jednocześnie całkiem udane próby ożenienia szwedzkiego black metalu ze zgoła dziwnymi, muzycznymi eksperymentami? Dość, że krążek hula sobie bezboleśnie w odtwarzaczu, sprawiając nawet niezłą radochę słuchającemu. Ale do rzeczy.

King Fear na pewno wierny jest czarnej szkole łojenia – odhumanizowane piłowanie gitar, ostre jak żyletka brzmienie, nihilistyczny duch unoszący się nad nagraniem robią swoje. Z jednej strony muzyka jest odarta z jakichkolwiek ozdobników, jeszcze bardziej zbliżając się do surowizny np. Darkthrone (wolne piłowanie w „The Sun of Days Gone By”), jednak już w takim „Battle Is Over… War Has Begun” mamy wściekłe blasty i wyraźny posmak industrialnego metalu. Świetny jest dość zróżnicowany „His Desciple: The Legions March”, gdzie znajduję pokrewieństwo z Satyriconem ale też i z niedocenionym projektem Mezzerschmitt. Ep – ka kończy się nieco bardziej klimatycznym, przestrzennym kawałkiem „I Found a Better Place”, który pokazuje, że także w nieco luźniejszej konwencji King Fear radzą sobie całkiem nieźle. Osobiście wolałbym jednak, żeby podczas prac nad pełnoczasowym albumem zespół skupił się na poszukiwaniach z kawałków „Battle Is Over…”  i „His Desciple…” bo te numery zdecydowanie odstają – pozytywnie – od reszty.

Trudno wyrokować czy duet stworzył ep – kę z nadmiaru wolnego czasu, czy też doczekamy się kontynuacji, na razie uważam, że zespół całkiem udanie zadebiutował, a na większe zachwyty (bądź nie…)  przyjdzie czas przy okazji pełnego albumu.

Arek Lerch