KILLING JOKE – Absolute Dissent (Spinefarm Records)

Od paru dobrych lat Killing Joke, nowofalowa legenda, zbawcy post punka czy czego tam jeszcze, mają znakomitą passę, ukoronowaną płytą „Hosannas From The Basements of Hell”, niewątpliwym dziełem życia. Najnowszy album potwierdza klasę zespołu, ukazując jednocześnie kilka nowych furtek w ich twórczości.

Jaz Coleman zaprosił kolegów, znanych z klasycznego składu KJ i nagrał bardzo solidną płytę. Owa „solidność” jest w tym przypadku wypadkową wszystkich numerów, wśród których – właśnie jak na dobrze skrojonym albumie – są i utwory bardzo dobre, ale zdarzają się też małe wpadki. Na szczęście, te ostatnie są w mniejszości. Nowy album to porcja solidnego hałasu z wyeksponowanymi partiami gitarowymi i znakomitymi wokalami Jaza. Po raz kolejny zespół udowadnia, że potrafi z prostych zagrywek, banalnych pozornie riffów, wydobyć drugie dno i nadać im niemal mistycznego znaczenia. Nadal mamy do czynienia z charakterystycznymi, marszowymi rytmami (Ferguson to może nie Dave Grohl, ale daje solidne tyły), nostalgicznymi melodiami i typowym dla zespołu, opętanym transem. Nowa płyta ma kilka punktów kulminacyjnych, stanowiących o jej sile. O „In Excelsis” nie ma co wspominać, bo kawałek znany jest już z ep – ki o tym samym tytule. Dość dodać, że ciągnięty jest przez porywające wokale, które dodają mu niesamowitego rozmachu. W dalszej kolejności uwagę zwraca połamany rytmicznie, nieco noise’owy „Fresh Fever From The Skies”, zaś największym zaskoczeniem jest noworomantyczny „European Super State”, gdzie puls, klawiszowe zagrywki i melodia nieodparcie kojarzą się z dokonaniami tuzów gatunku popularnego w latach 80 – tych, co jest miłym wytchnieniem po kilku minutach gitarowej nawałnicy. Dobrym przykładem kompozycyjnej maestrii jest nieco gotycki „The Raven King”, który prostymi środkami tworzy piękną, melancholijną atmosferę. Ciekawie prezentuje się nieco industrialny „Depthcharge” z agresywną gitarą i refrenem, którego nie powstydziliby się „kwadratowi” metalowcy z Rammstein.  Płyta kończy się w pięknym stylu pięciominutowym, transowym dubem „Ghost of Ladbroke Grove” i dla tych kilku kawałków warto zapoznać się z materiałem. Pozostałe utwory, takie jak „Honor The Fire”, „Eudgame” czy „The Great Cull” to solidne, dobrze skrojone, choć niewyróżniające się specjalnie kompozycje. Darować sobie za to mogli przeciętny, hałaśliwy „This World Hell” i nudnawy „Here Comes The Singularity”. Na szczęście, to tylko dwa kawałki. Killing Joke powrócił z świetnym materiałem, opakowanym w dodatku w dość kontrowersyjną okładkę, jakoś dziwnie nawiązującą do krzyżowego szumu w naszym kraju. Tak właśnie wygląda to ciągłe nagłaśnianie i robienie z symboli religijnych zwykłego masztu transmisyjnego. Ale nie o moje interpretacje tu chodzi – ekipa starszych już panów nagrała bardzo solidną płytę, która wprawdzie „Hosannas From The Basements of Hell” nie przebije, ale też nie ma takiej potrzeby. Jeśli lubicie stary, dobry Killing Joke, może tylko w nieco mocniejszym wydaniu, „Absolute Dissent” przypadnie Wam do gustu.

Arek Lerch 

Pięć