KASABIAN – For Crying Out Loud (Sony)

Kasabian to zespół, który jeszcze do niedawna stanowił idealny przykład tego, czego najbardziej nie lubię w nowoczesnym rocku. Sami określają się jako ci z szufladki indie, a ja nigdy nie pałałem zamiłowaniem do tej stylistyki. Wręcz przeciwnie – zawsze irytowała mnie jej prostacka przebojowość do kompletu z pakietem rozwiązań dobrze znanych lecz przekutych na współczesną modłę. Na nieszczęście – przekutych bardziej nieudolnie, niż mogłoby się wydawać. Kasabian również byli kapelą, której unikałem, jak ognia. Fakt, podchodzili do indie rockowej sielanki z nieco większą dyscypliną, ale żaden z ich rzekomych hitów, które podbijały wszelakie gry komputerowe i stacje radiowe, nie zapadł mi w pamięci na dłużej. Tymczasem wystarczyło poczekać do maja bieżącego roku i znienacka półki sklepów muzycznych zasiliło „For Crying Out Loud”. Czy kolejna szansa dana temu zespołowi okazała się słuszną?

O tym nieco później, ale słowo-klucz w przypadku obcowania z najnowszym długogrającym wydawnictwem Kasabian, to: eklektyzm. O dziwo, Sergio Pizzorno wcale nie musiał wymyślać koła na nowo; większość składowych, które kreują nastrój „For Crying Out Loud” mieliśmy już okazję doświadczyć na wcześniejszych płytach Brytyjczyków. W tym rzecz, że wraz z premierą tego krążka czuję, jakby pomysły kwintetu nabrały odrobiny świeżości, a teraz czarują swym bogactwem, miast irytować nadmierną prostotą. Takiego „Wasted” mógłbym słuchać cały dzień – iście popowy sznyt kompozycji stale zaplata się z partiami czystej gitary w refrenie i dominujących w zwrotkach akustykach. Wreszcie Kasabian udowodnili, że zamiast epatowania nadmierną ilością luzu, można też postawić na nieco ambitniejszy schemat rozwiązań. Nie chcę nakierowywać słuchaczy na złe tory – Kasabian nie zboczyli ze ścieżki indie na  alternatywne uliczki, ale faktem jest, że ciężko nie dostrzec, jak wiele zmieniło się w tym zespole od premiery „48:13” – zdominowanej przez średniej jakości numery oparte na elektronice. Niby stylistyka wciąż ta sama, melodie znajome, ale podejście odświeżone. Pozytywne szaleństwo przejawia się chociażby w rozpoczynającym wycieczkę z „For Crying Out Loud” utworze „Ill Ray (The King)” – pompowanym skocznym beatem i zgrabnym riffem, które zgodnie przeistaczają się w rozbuchany refren, idealny do skandowania na koncertach. Podobnie sprawa ma się z „You’re In Love With a Psycho” – nieco bardziej stonowanej piosence, ale wciąż pobudzającej do radosnej zabawy. Wszystkie elementy układanki zatytułowanej „For Crying Out Loud” różnią się od siebie. Na szczęście, nie jest to żaden minus. Eklektyzm płyty nie przesłania najoczywistszych wartości, czyli dobrych utworów. Krążek zachwyca zróżnicowaniem, imponuje spójnością i nęci przebojami. Kiedy już raz je usłyszycie, będziecie chcieli do nich wracać.image001

W życiu nie pomyślałbym, że zaprzyjaźnię się z jakimkolwiek materiałem Kasabian. A wyszło tak, że stoimy z „For Crying Out Loud” pod rękę i snujemy plany na słoneczne lato. W końcu ten album jest wręcz stworzony pod wojaże na liczonych w setkach festiwalach i – dla kontrastu – spacery po skąpanym w słońcu mieście. A w inne pory roku? Także słuchajcie. Z nostalgią wspomnicie dni tego gorącego lata, a gdy nadejdzie… znowu włączycie Kasabian! Co do pytania zadanego w ostatnim zdaniu wstępu – chyba znamy już odpowiedź, prawda?

Łukasz Brzozowski 

Pięć