KARYSUN – Until the End (Destructure)

Karysun znałem dotychczas tylko ze splitu z Year Of No Light, który prawdę mówiąc specjalnie mnie nie poruszył. Melancholijny metal, który na swojej drugiej płycie gra francuski duet wywołuje u mnie głównie skojarzenia z Kylesa i Baroness.

Sludge’owe brzmienie, punkowe korzenie, niskie strojenie i przester, bez wyścigów sprinterskich na czas, sporo energii. Fundamentem kawałków są buczące riffy, na których opiera się cała konstrukcja płyty. Niestety nie jest to album równy. Jeśli należy kierować się zasadą, że najlepszy numer wrzuca się na płytę jako pierwszy, Karysun nie podąża tym tropem. Pierwsze trzy numery przelatują obok ucha. Czwarty to zbędny nastrojowy i dramatyczny kawałek z melorecytacjami, który chcę, aby od razu się skończył. Na całe szczęście cztery pozostałe numery ratują płytę w moich uszach. „Failure Industry” ma bardzo dobry groove, a riffy motorycznie napędzająca całość. „Carved For Consumption” ma niezłego kopa i niepokojący nastrój, a zamykający „Threatened Species” to dłuższy, z ciekawie zbudowanym napięciem numer, który zapada w pamięć. Pozostawia na tyle dobre wrażenie, że ma się ochotę po „Until the End” sięgnąć po raz kolejny.

Adam Drzewucki 2,5