KAMCHATKA – The Search Goes On (Despotz)

Kamczatka leży bardzo daleko, ale muzyka, którą wykonuje szwedzkie trio o nazwie zaczerpniętej od rosyjskiego półwyspu, jest mi bardzo bliska i będzie taka dla każdego, kto zakochał się kiedyś w klasycznym, inspirowanym latami 70. hard rocku z domieszką garażowego brudu i progresie. Rasowe granie o naturalnym, prawdziwym brzmieniu.

„The Search Goes On” otwiera nowy rozdział w historii Kamchatki. Promocyjny. To piąte dzieło istniejącej ponad dekadę kapeli, lecz pierwsze właściwie promowane. Należy tu użyć wyświechtanego komunału – lepiej późno niż wcale. W szwedzkiej wytwórni Despotz najwyraźniej znają się na konkretnej promocyjnej robocie i mają odpowiednie na nią środki, skoro podpis pod podsuniętymi przez firmę kontraktami zgodzili się złożyć choćby Kari Rueslåtten, Tad Morose czy szalejąca przed laty na listach popowych z kawałkiem „Come Along” Titiyo. Oby takich partnerów do współpracy artyści mieli jak najwięcej.

Co zaś do meritum. Twórcy zespołu, Thomas „Juneor”Andersson (wokal, gitara) i Tobias Strandvik (perkusja), zgodnie obsypują pochwałami za wkład w piąty krążek dobrego znajomego, Pera Wiberga. Tego samego, który grał na klawiszach choćby w Opeth i Spiritual Beggars. Na „The Search Goes On” Per nie ograniczył się bynajmniej wyłącznie do swojej głównej specjalności. Nie dość, że zadbał o świetną, brzmiącą retro produkcję, nagrał wszystkie partie basu, to parokrotnie chwycił też za wiosło. Kompozycje to domena Thomasa i Tobiasa, ale bez odpowiednich kolorków brzmieniowych, nadanych przez Wiberga, a także Jensa Bogrena (mastering), nie robiłyby aż tak dobrego wrażenia.

W dziesięciu niezwykle zwięzłych, pozbawionych dłużyzn, niepotrzebnych upiększaczy kawałkach, odbija się historia gitarowego grania z ostatnich czterdziestu paru lat. Z jednej strony słyszymy bowiem fragmenty ewidentnie zakorzenione w blues rocku, twórczości Jimiego Hendrixa, Hawkwind, troszkę w Deep Purple i rockowej psychodelii z przełomu lat 60. i 70. XX wieku (numer tytułowy). Zaś na drugim biegunie, mamy piosenki z półki oznaczonej takimi nazwami jak Kyuss, Queens Of The Stone Age, The Cult oraz dobrymi kumplami Szwedów z Clutch (np. „Tango Decadence”). Fajne jest to, że oldschoolowy rock potrafi być zmieszany ze stonerem w jednym numerze. Podobnie jak rock progresywny, psychodelia i hard rock. Czasem zdarzą się i z lekka dysonansowe zagrywki. Mieszanie pomaga. Jest w tym materiale naprawdę niesamowita energia, taka pierwotnie rockowa, każąca słuchaczowi wczuć się w granie od pierwszej sekundy. Organiczne brzmienie, niczym wzięte z koncertu albo próby, na pewno w czymś takim odbiorcy wydajnie pomoże.

„The Search Goes On” zasługuje na baczną uwagę. Granie retrorockowe stało się parę lat temu modne, ale za modą nie zawsze idzie jakość, jak wiemy. Kamchatka to taki twór, który chyba w każdym pozostawi wrażenie artysty, który robi to, co robi, z głębokiego przekonania i miłości. Żadnej ściemy i koniunkturalizmu. Może nie umieją (albo nie chcą) pisać przebojów, lecz na pewno posiedli umiejętność tworzenia bardzo równych płyt. Na których ciężko jest wyróżnić jeden, dwa kawałki ponad pozostałe. Ich piąty krążek jest właśnie niezwykle równy i to jest jego dodatkowa zaleta. Słucha się go tak samo miło od początku do końca.

Lesław Dutkowski

Pięć