JUNIUS – Eternal Rituals for the Accretion of Light (Prosthetic)

Nie jestem wiernym fanem mieszanki post metalu z jego technicznym kuzynem, znanym jako prog metal (albo tech-metal, jak kto woli), ale z racji skrywanej fascynacji do rozwleczonych melodii i popisów technicznych, które jednak mają swoje granice, lubię czasami rzucić okiem, co ciekawego oferuje ta scena. Z reguły często kończę penetrowanie jej rejonów rozczarowaniem, gdyż od lat nie zaskakuje ona niczym nowym. Jasne, fajnie jest posłuchać tych łkających gitar, które w dużej mierze kreują standardy gatunku i rozleniwionej sekcji rytmicznej raz po raz wybijającej melancholijny rytm przy wtórze zawodzących solówek naprzemiennie z wokalistą, który to najczęściej operuje głosem aksamitnym, a co za tym idzie, dość szybko irytującym.

Najnowsze dzieło Junius bynajmniej nie odstaje od tego obrazu post-prog metalu, ale nie powinno to dziwić fanów tej formacji. W końcu już od debiutanckiego „Forcing out the Silence” Amerykanie podążają jedną, starannie wybrukowaną ścieżką, którą przewijają się takie sławy, jak Neurosis, a zaraz obok niesfornie plączą się młodsi adepci melodyjnego, aczkolwiek w dużej mierze opartego na eksploracji palcołomnych zagrywek grania. Co prawda, na stronie Wikipedii poświęconej Junius można przeczytać, że zespół z chęcią odwiedza także rejony art-rocka, space-rockowej plątaniny czy nawet post-punka, ale proszę nie brać tych przesadzonych opisów na poważnie. Bostończycy bardzo rzadko wychylają się poza horyzont progresywnego post-metalu, a jedyne wycieczki w obce strony przejawiają się wyłącznie w okazjonalnym skrzeku wokalisty albo zabawą klawiszowymi brzmieniami, które same w sobie nie wpływają jednak znacząco na strukturę kompozycji Junius. A te z kolei są książkowo ułożone i podane w satysfakcjonujący sposób. Nie widzę jednak wielkich szans na to, by ktoś oprócz fanów specyficznej stylistyki uprawianej przez zespół mógłby zostać ich wielbicielem. Fakt, Junius nie atakuje gwałtownymi riffami jak Meshuggah, ani nawet nie dąży do obskurnej atmosfery, którą od lat z powodzeniem kreuje Neurosis. Co najwyżej nawiązuje do nowszych dokonań Devina Townsenda za sprawą wszelkiej maści chórów i uduchowionego charakteru utworów. Te piosenki świetnie nadają się jako tło do niezobowiązującej konwersacji albo jazdy samochodem, ale chyba nie to jest celem muzyki samej w sobie. Niestety, nie znajduję innych zastosowań dla tej muzy gdyż poza przyjemnym charakterem dźwięków i oczywistej biegłości technicznej muzyków niełatwo przy lekturze „Eternal Rituals for the Accretion of Light” o elementy, które mogą wgnieść słuchacza  w ziemię.

Junius

Proszę mnie źle nie zrozumieć, wcale nie imputuję Junius horrendalnych wad czy balansowania na skraju nudy. Panowie tworzą całkiem niezłą muzykę, która ma pewne perspektywy, by po oszlifowaniu dotrzeć do znacznie szerszej grupy słuchaczy, niż tylko fanów prog rocka. Wystarczy odrobina eklektyzmu i tchnienie świeżego powietrza w nieco truchlejący szkielet kompozycji, a efekt będzie co najmniej zadowalający.

Łukasz Brzozowski 

Trzy i pół