JOZEF VAN WISSEM – Nobody Living Can Ever Make Me Turn Back (Consouling Sounds)

„Nobody Living Can Ever Make Me Turn Back” to już dwudziesty drugi album w karierze Jozefa van Wissema. Holenderski lutnista słynie jednak nie tylko z pracowitości. Miłośnicy kina mogą go kojarzyć ze współpracy z Jimem Jarmuschem, a także jako zdobywcę nagrody na festiwalu w Cannes za ścieżkę dźwiękową do filmu „Tylko kochankowie przeżyją”. Oprócz tego van Wissem skomponował m.in. soundtrack do… gry „The Sims” Średniowiecze”. Przyznam szczerze, że chyba nie grałem, a słuchając tegorocznego albumu dość trudno jest mi sobie to wyobrazić. Z jednej strony gra, w której steruje się poczynaniami wirtualnej rodzinki, z drugiej osobiste, mroczne i nierzadko bardzo smutne piosenki. Dualizm, przyznaję, rzadko spotykany.  

„Nobody Living Can Ever Make Me Turn Back” to zbiór bardzo minimalistycznych utworów w charakterystycznym dla Holendra stylu. Większość z nich oparta jest tylko na brzmieniu jego lutni i to właśnie za pomocą tego instrumentu van Wissemowi udaje się wykreować bardzo intymny klimat. Delikatne, senne akordy wbrew pozorom nie są nużące – no przynajmniej najczęściej nie są. Zdarza się – Bogu chwała raczej rzadko – że gdzieś ten klimat wymyka się naszemu lutniście z rąk, przez co „Nobody Living Can Ever Make Me Turn Back” zaczyna nieco usypiać. Na szczęście są to nieliczne wyjątki. Van Wissem zadbał o to, by jego najnowszy album – pomimo wyjątkowo oszczędnej formy – nie był skutecznym środkiem nasennym. Mroczny, leniwy nastrój albumu co prawda otula słuchacza płaszczem, jednakże jest on raczej dość ciężki i chropowaty. Przyznam szczerze, że nawet te bardziej „słoneczne” kompozycje – jak chociażby „Golden Bells Ring in the Ears of Earth’s Inhabitants” mają w sobie sporo smutku i nostalgii. Momentami van Wissem zahacza nieco o neofolkowy sznyt, aczkolwiek w muzyce Holendra dominuje mimo wszystko bardzo obrazowy, a mniej piosenkowy charakter. „Nobody Living Can Ever Make Me Turn Back” zdecydowanie mogłoby być świetnym soundtrackiem do filmu o wyobcowaniu i samotności, a nagroda z Cannes najzwyczajniej przestaje dziwić.Jozef

Przyznam, że to nie jest moja muzyka i nie byłem pewny, czy moje przyzwyczajone do blastów i darcia ryja ucho da sobie radę ze sztuką o zdecydowanie innym wymiarze. Bałem się tej konfrontacji bardziej, niż gdybym miał do czynienia z wykonawcą skrajnie ekstremalnym. A jednak van Wissem dał radę chwycić za serce nawet mnie. I to chwycił całkiem mocno, raczej nie bawiąc się w szczególne pieszczoty. Okej,  parę razy ziewnąłem, ale „Your Days Gone Like a Shadow” nuciłbym sobie codziennie do golenia – gdybym się golił, oczywiście. Bardzo ładna piosenka. To właśnie dla tych najpiękniejszych momentów warto sięgnąć po „Nobody Living Can Ever Make Me Turn Back”. To o nich głównie pamiętam i to one dominują nad dłużyznami. Nie spodziewałem się.

Michał Fryga

Cztery