JOE 4 – Njegov Sin (Whosbrain Records)

Z czym kojarzy się Wam Chorwacja? Oczywiście, wiadomo – wycieczki, morze, krajobrazy… Może jeszcze ktoś docenił zabytki małego Wiednia – Zagrzebia. A czy jest ktoś, kto dotarł do podziemnej sceny tego miasta? Mnie się udało. Oczywiście z niebagatelną pomocą Internetu. Po przesłuchaniu drugiej płyty trio Joe 4, z niedowierzaniem postanowiłem skontaktować się z zespołem. Fakt, to nie był żart  – oni żyją i grają w Zagrzebiu a nie w Chicago…

 

Kilka rzeczy, które od razu wzbudziły moją czujność – świetna okładka (rysunek a nie komputer…) i nazwiska osób realizujących materiał – Steve Albini i Bob Weston (mastering). Egzotyczny zespół jedzie do Włoch, gdzie nagrywa w Oxygen Recording Studio płytę z guru niezależnej Ameryki. Oryginalność tej historii znajduje swoje odzwierciedlenie w muzyce. To najczystszej wody, tak brzmieniowo jak i kompozycyjnie, esencja granego w latach 90 – tych noise/math rocka. Skrzeczące, napakowanie podskórną agresją gitary, przesterowany bas i zdyscyplinowane, oszczędne i głucho dudniące bębny a wszystko zanurzone w analogowej i bardzo naturalnej produkcji. Joe 4 nawet przez moment nie stara się kreować jakiejś sztucznej atmosfery  i udawać kogoś, kim nie jest. Tu wszystko jest jasne. W zasadzie mogliby wprowadzić w błąd swoją bardzo amerykańską muzyką, gdyby nie fakt, że w części utworów używają języka chorwackiego. Brzmi to świetnie i dodaje – moim zdaniem – czegoś perwersyjnego tym dźwiękom („Kazaliste, Sudnica, Zatvor” czy „OH WWII” – najlepsze przykłady).

Joe 4 przy zachowaniu klasycznej konwencji, którą opanował do perfekcji, pamięta też o tym, by muzyka była jednak zróżnicowana. Głównie w płaszczyźnie gitarowej dzieje się całkiem sporo, od typowych, lizardowych „tłumików” („Vatra”, „Almos a Boy”) przez bardziej nerwowe aranżacje („Killer”) po majestatyczne rytuały („Houlihan”). Czasami znaleźć można niemal noise’owy d – beat („Njegov Sin”) i potężny, koncertowy groove („Mars na Ilovu”). Wszystko bardzo precyzyjnie zagrane, bez zbędnych dłużyzn, z zachowaniem dbałości o gatunkowe niuanse. Twórcy „At Action Park” są na pewno dumni ze swoich młodszych kolegów.

Nie o naśladownictwo tu jednak chodzi; Joe 4 brzmi bardzo świeżo, choć nie wiem, czy wynika to z dobrego przetransponowania stylistyki czy też żywotności samej formuły. Na pewno pomogła obecność Albiniego i master Westona, bo zapewne pod ich kierownictwem udało się grupie uniknąć ewentualnych potknięć stylistyczno – brzmieniowych. Jak było, dowiemy się zresztą od samego zespołu. Na razie polecam każdemu, beznadziejnie zakochanemu w w/w brzmieniach maniakowi poszperanie czy to w necie, czy może na jakichś stronach aukcyjnych i zaopatrzenie się w „Njegov Sin”. Reklamacji nie przewiduję.

 

Arek Lerch