JESUS CHRYSLER SUICIDE – Wybaczam Wam Wszystko

Muzyczny biznes jest bezlitosny. Nie wybacza potknięć, nie toleruje stania z boku. Zasysa, wykorzystuje, napawa się sukcesem, a kiedy ten mija, wypluwa zużyte zwłoki. Dlatego Jesus Chrysler Suicide nigdy nie będzie faworytem. Bo działa w/g własnych zasad, gra, gdzie chce i nagrywa kiedy chce. Przy okazji dobitnie pokazując, jak głęboko z tyłu ma oczekiwania rynku. Bo jak inaczej wytłumaczyć dziesięcioletnią przepaść, dzielącą krążek „Rhesus Admirabilis“ od najnowszego dzieła „Wybaczam Wam Wszystko“? JCS powraca w swoim stylu i na własnych warunkach, przy okazji pokazując dużo radykalniejszą twarz, dostosowaną do dzisiejszych, mało wesołych czasów. Świnia znowu na tronie. 

W zasadzie nie wiem do końca, w jakim miejscu umieścić rzeszowską bandę w dzisiejszym świecie. Nie pasują? Może i nie, ale ważna jest świadomość tego co się wokół dzieje i konsekwentne trwanie na stanowisku. A w zasadzie w podziemiu, bo dzisiaj JCS to zespół dużo bardziej undergroundowy niż parę dobrych lat temu. „Działamy w podziemiu, bazując na tym co nam umożliwia Internet, na ile nam pomagają nasi fani, na ile mamy czas na granie koncertów, na ile jesteśmy w stanie z własnych pieniędzy opłacić studio i wydać kolejną płytę – komentuje Tomasz Rzeszutek, szef JCS – Dla nas ważne jest to, że w dalszym ciągu mamy ochotę tworzyć i dobrze się przy tym bawić, a nie to w jakim miejscu stoimy na polskiej scenie. JCS to samotny jeździec, granie traktujemy jak hobby, nie jesteśmy firmą, nie wchodzimy w żadne szemrane układy i jest nam z tym dobrze. Czysta żywa wełna, naturalna sprawa – ci którzy to rozumieją, którzy chcą posłuchać czegoś ciekawego, czy zobaczyć coś innego na żywo, przychodzą na nasze koncerty, oglądają nasze teledyski i słuchają naszej muzy. A Ci, którzy wolą łatwiejszy sposób rozrywki idą na dwudziesty z kolei koncert jednej z gwiazd polskiej sceny”.

Z takim radykalnym materiałem, gwiazdą JCS nie zostanie. Choćby dlatego, że jest o wiele bardziej niż kiedyś wkurzony i mniej tolerancyjny w stosunku do otaczającego świata. Sześć nowych kompozycji, to może mała dawka, ale ich intensywność i przede wszystkim słowa robią duże wrażenie. Rzecz jasna, to nadal ten firmowy, cyber – metalowy, betonowy łomot, ale tym razem kawałki są nie za długie, klarownie poskładane i jak zwykle udało się zespołowi umieścić na płycie coś w rodzaju hitu, chodzi oczywiście o „Polska Chora“, który staje się dla mnie czymś w rodzaju „Kariery Metodema“ AD 2016. I byłaby to wystarczająca rekomendacja, gdyby nie tekst utworu, bardzo adekwatny do pokręconych czasów w jakich żyjemy, na dokładkę zilustrowany teledyskiem, który popularności nad Wisłą Jesus Chrysler Suicide nie przysporzy.

O ile „Polska Chora” może być postrzegana cokolwiek alegorycznie, o tyle wałek tytułowy, to już gorzkie rozliczenie się z naszym życiem, podkreślone owym wymownie sarkastycznym „wybaczeniem”. Tomasz Rzeszutek: „Ludzie to ułomne istsoty, w większości chciwi egoiści, którzy jeśli chcą żyć między sobą, powinni sobie wybaczać. W wybaczeniu jest nadzieja dla żyjących w tej obecnej zakłamanej i zwariwanej rzeczywistości. Pomyśl ile razy w ostatnim czasie zostałeś oszukany,  czy zraniony? Jak szybko po takich doświadczeniach przeszedłeś do porządku dziennego i jaki one mają wpływ na Twoje dalsze życie i na twój światopogląd ? Co mogłoby uśmierzyć twój ból po złych doświadczeniach? Ile jeszcze masz w sobie naiwności, współczucia i zaufania do ludzi?  Ja na przykład mogę wiele z tego co mnie boli wykrzyczeć, zostawić w muzyce i tekstach, ale nie wszyscy moją taką możliwość. Zawsze byłem zwolennikiem równowagi i to jest to czego w życiu szukam. Oczywiście, samo wybaczenie nie wystarczy, dobrze o tym wiemy, nad wszystkim zawsze powinno stać prawo i ludzie, którzy mają dobrze poukładane w głowach. Sięgając wstecz do historii świata, szala zawsze sie przechylała raz w jedną raz w drugą stronę i teraz jesteśmy świadkami takich zwrotów akcji, których można było się spodziewać„.

Co ciekawe, obok zaskakująco radykalnego, ale i trzeźwego przekazu, zachodzi obawa, że w dzisiejszych czasach także nazwa zespołu może okazać się przeszkodą, która tu i ówdzie zamknie jakieś drzwi, choć i w tym przypadku Tomek twardo stoi na ziemi: „Nasza nazwa to nazwa własna, jak imię i nazwisko i tak ją sugerujemy odbierać. Jeśli jednak chcesz ją sobie jakoś tłumaczyć, to tłumacz jak przestrogę przed nadmiernym, konsumpcyjnym stylem życia. Nie ma w niej niczego złego czy obraźliwego, no chyba, że ktoś czegoś nie doczyta, czy niedokładnie przeczyta. Kilkanaście lat temu odwołano nam jeden koncert z tego powodu, aczkolwiek na drugi dzień publicznie zostalismy za to przeproszeni. Dowiedzieliśmy się wtedy, że ktoś z Rady miasta, w którym miał sie odbyć koncert źle przeczytał i przetłumaczył sobie naszą nazwę„.Jesus Chrysler Suicide
JCS, stawiając na radykalizm, jednocześnie zapewnia, że ta krótka w sumie płyta to dopiero początek zmasowanej ofensywy, pierwsza część tryptyku, dlatego ze spokojem możemy delektować się „Wybaczam…”. Jeśli miałbym się czegoś przyczepić – szkoda, że elektroniczne preparacje zostały schowane pod ścianą gitar, bo w paru miejscach stanowią coś w rodzaju głównego barwnika. Co nie zmienia faktu, że nowe kawałki są jak zwykle przepojone czymś w rodzaju industrialnej atmosfery, napięcia i niepokoju, który towarzyszy nam do samego końca, by w ostatnim na płycie kowerze Siekiery „Ludzie  Wschodu” osiągnąć apogeum. To niesamowite, jak bardzo nowofalowa stylistyka Siekiery przekłada się na mocny, duszny styl JCS. W każdym razie, powstało w ten sposób świetne, doskonałe zwieńczenie płyty. A mój faworyt? Niech będą to „Głowy”, chyba najbardziej rozbudowany fragment płyty. Już zapomniałem, że minęło dziesięć lat od „Rhesus Admirabilis”. Styl grupy nie zardzewiał, Tomek nadal dysponuje świetnym, zachrypniętym wokalem a muzyka… Może w dzisiejszych, pokręconych czasach nie awansuje do roli awangardy metalu, ale ciągle ma w sobie coś magnetycznego. Światem nadal rządzą świnie, kurwy i obcy. Siekiera – i ta symboliczna i muzyczna – wisi nad nami. A na koniec oddajemy jeszcze raz głos samemu zainteresowanemu: „Wybaczam wam wszystko” jest płytą bardziej zwartą stylistycznie, ma w sobie taki cios, jaki chcieliśmy by miała. Prosta forma utworów, mocny przekaz w tekstach i ciekawe brzmienie. Tylko tyle, albo aż tyle, aby wyprowadzić krótki lewy sierpowy, który trafi prosto do celu...

Arek Lerch

Grafika: Introart

Wydawcą płyty jest Stowarzyszenie Studentów i Absolwentów Uniwersytetu Rzeszowskiego

Pięć