JAPANDROIDS – Near To The Wild Heart Of Life (Anti- /Sonic)

Kiedy słucham Japandroids mam przed oczami sielskie obrazki z amerykańskich przedmieść – szerokie ulice, po których raz na jakiś czas przemknie 10-litrowy Dodge; zielone ogródki; równe chodniki, pełne jeżdżących na tylnym kole BMX-a chłopców w szerokich dresach; gościa, który bez pośpiechu, skuterem, rozwozi pizzę i drugiego, który z uśmiechem na twarzy wrzuca do ustawionych przed domem skrzynek gazety. Okazuje się jednak, że Japandroids są z Kanady. Chociaż z Vancouver.

Wedle wiedzy, którą posiadłem w dziedzinie klimatu i topografii Kanady, w Vancouver piździ i często pada. Nijak ma się to do przytoczonego we wstępie obrazu – Vancouver bliżej do Seattle niż Los Angeles. Natomiast „Near To The Wild Heart Of Life” to swoisty kompromis pomiędzy wesołym, rockowo/pop-punkowym graniem, a noise’owymi klimatami. Dwie pierwsze kompozycje – tytułowa oraz „North East South West” – to takie brzmiące bardziej garażowo Blink-182. Prosta motoryka, wesoło brzdąkająca gitara i wpadająca w ucho melodia. Całkiem to przyjemne, ale gdyby całą płytę złożyć z podobnych numerów, mógłby pod koniec pojawić się drobny element chrapania. Ale nie – bo później robi nam się ciekawiej. Mamy więc krótkie, rozmyte „I’m Sorry (For Not Finding You Sonner) – pomimo swojej długości (2 minuty 30 sekund) do radia wybitnie się nie nadający, przyjemnie podbity elektroniką „Arc Of Bar”, czy bardzo żwawe, choć długo rozkręcające się „No Known Drink Or Drug”. Swoją drogą, ten kawałek, razem z dwoma pierwszymi, najbardziej nawiązuje do poprzedniej płyty Kanadyjskiego duetu. Na „Celebration Rock” więcej było energii, a mniej zróżnicowania – kompozycje były szybsze i jakby bardziej pogodne. Poza tym, jakoś drastycznie się te płyty między sobą nie różnią – ot, drobny kroczek w kierunku eksperymentów, ale eksperymentów w obrębie dobrze sobie znanej stylistyki. To nadal skoczna, taka… amerykańska muzyka. No sorry – jakoś te skojarzenia z bogatymi przedmieściami nie mogą mnie opuścić. Japandroids Camile Christen

„Near To The Wild Heart Of Life” raczej nie będzie dla Japandroids przełomem. Nie sądzę, aby gwałtownie wzrosła im popularność i nie sądzę, aby zaczęli grać większe koncerty. Nadal siedzą w garażu i – w przeciwieństwie do The Black Keys na przykład – salony jeszcze przed nimi. Płyta ciekawa, szczególnie w drugiej części, ale słodka atmosfera bywa irytująca. Nazwę zapisuje w kajeciku, i śledzę poczynania.

Paweł Drabarek

Trzy i pół