IRON REAGAN – Crossover Ministry (Relapse)

Każdy ma takie momenty, że zdaje sobie sprawę z pewnej pustki, braku „tego czegoś”, co powoduje, że chce się nadal funkcjonować. A że życie nie znosi pustki, staramy się znaleźć zamienniki, lub po omacku szukamy nowości, które zaoferują nam kopniak w tyłek. Spytacie dlaczego o tym piszę? Odpowiedź poniżej.

Iron Reagan na swoim trzecim longplayu zatytułowanym „Crossover Ministry” (muzycznych zaskoczeń nie będzie), doskonale oddaje charakter mojego wstępu. Oto otrzymujemy osiemnaście utworów utrzymanych w stylistyce hardcore punk/crossover, które przez niecałe pół godziny nie wnoszą do naszego muzycznego życia kompletnie nic. Smutno pisać, że tak doświadczeni zawodnicy związani ze sceną, nagrali produkcyjnie czyściutką płytę, tracąc jednocześnie istotę i pazur muzyki, z którą się utożsamiają. Słuchając tej produkcji, odnoszę wrażenie, że Kurt Ballou, znakomity przecież producent, postawił nie na szczerość przekazu, a szczerość gałek, którymi kręcił. Wszystko brzmi selektywnie i czyściutko (ten bas!), gitary brzęczą doskonale, pełen furii wokal stawia kropkę nad i. Szkoda tylko, że nie słyszę w tej muzyce pasji i agresji, którą mogę znaleźć chociażby w znakomite,j rodzimej produkcji „Machete Justice” krakowskiej formacji Terrordome. Inna liga, być może stylistycznie odległa, ale gdybym tylko usłyszał takie zaangażowanie u Amerykanów, ta płyta jawiłaby się jako znakomita. Najjaśniejszymi punktami są tworzące klamrę nr 1 czyli „A Dying World”, oraz ostatni na liście „Twist Your Fate”, które w zasadzie charakteryzują tę płytę. Na uwagę zasługuje także lekko humorystyczny „Fuck Your Neighbours”, słychać tu echa i fascynację wczesnymi Beastie Boys. IR band

Faktycznie, jeśli chcecie wkurwić swoich sąsiadów, możecie odpalić „Crossover Ministry” na pełny regulator. Natomiast jeśli szukacie w muzyce „tego czegoś” co mogłoby nadać wam muzyczny kierunek, sięgnijcie po raz setny po„Reign In Blood”. Płyta w zasadzie na raz, szybko o niej zapomnicie.

Tom Wolf

Trzy