INFIDEL – Eviscerate Yourself EP  (Old Temple)

Infidel to jeden z tych zespołów w naszym rodzimym, black metalowym podziemiu, którym „kibicuję” od czasu, gdy po raz pierwszy usłyszałem ich muzykę. Zespół ten nie prezentuje niczego, co można by nazwać oryginalnym czy też nowatorskim. Ba, Infidel jest niczym innym jak inkarnacją old schoolowego black metalu.

 

Taką znaleźli dla siebie niszę i jeśli chodzi o ten zespół, nie ma tu mowy o przypadku czy też działaniu pod wpływem jakiejś, ponoć panującej, koniunktury na old school. Wrocławianie z Infidel grają muzykę, jaka gnieździ się w ich czarnych, zepsutych do szpiku duszach i robią to bardzo dobrze. „Eviscerate Yourself” to jedynie pięć numerów (kiedy nowy LP?? ), atak raczej krótki, co nie znaczy, że jego siła rażenia jest mniejsza. Infidel uderza naprawdę mocno… to taki cios porównywalny do uderzenia łapy ubranej w pieszczochy z dwudziestopięciocentymetrowymi gwoździami, ten sam poziom subtelności… W porównaniu do poprzednich materiałów rzeczywiście jest nieco wolniej (o czym wspomina w reklamie wydawca…), ale różnica jest naprawdę nikła i tak naprawdę to, czy Infidel gra szybciej czy wolniej nie ma dla mnie znaczenia. Ważniejsze jest z jakim poziom agresji i obłąkania spotkamy się na tej płycie a jest on cholernie wysoki. Chamsko, bezpośrednio, brutalnie; tak właśnie rozprawi się z wami Infidel jeśli zdecydujecie się na kontakt z tym materiałem… Warto podkreślić całkiem niezłe brzmienie, które mimo kilogramów smolistego syfu oferuje słuchaczowi również konkretnie masakrujące gitary i całą gamę doskonałych wokali. Moim zdaniem wraz z „Eviscerate Yourself” Infidel wzbogacił swoją muzykę na tyle, że spokojnie można mówić o zauważalnym progresie. Sporo tu miażdżących zwolnień, pojawiają się solówki i całkiem pokombinowane, jak na taką formę muzyki, struktury utworów.

Myślę, że Infidel nie powiedział jeszcze ostatniego słowa i wraz z „Eviscerate Yourself” rozpoczął nowy etap w swojej historii. To zespół nadal mocno trzymający się niszy old schoolowej i black’owej rzeźni, lecz szukający w tej niszy własnego miejsca. Za to właśnie ich cenię: mimo tego iż grają muzykę, którą ciężko jest posądzić o oryginalność, nadają jej własny, autorski charakter.

Wiesław Czajkowski