INFEST – The Next Will Be Yours… (EveryDayHate)

Francuscy szaleńcy z Infest to jeden z nielicznych, grind core’owych składów, który z płyty na płytę zalicza zwyżkę formy. Debiut w postaci „Feel the Rage” kopał całkiem mocno i mimo, że był dość czytelnie powiązany z twórczością zespołów znanych i lubianych, mówiąc dzisiejszym językiem robił całkiem niezłą robotę. Kolejna płyta czyli „Moshroom” była po prostu czystą eksplozją grind core’owej rzezi oraz dość nieśmiałą jeszcze próbą poszukiwania własnego stylu. Trzecie dziecko Infest czyli jeszcze gorący ochłap w postaci „The Next Will Be Yours…” to doskonały przykład tego ile da się „wycisnąć” z klasycznej, grind core’owej formy…

Mam takie wrażenie, że na swym trzecim materiale Infest skupił się na tym, co w grind core najważniejsze a bynajmniej nie jest to poszukiwanie nowych ścieżek. Grind core to muzyka, która (pozostając przy podróżniczych porównaniach) trzyma się szlaków znanych a już na pewno ten właśnie sposób zwiedzania muzycznego świata wybrał Infest. Osobiście uważam, że nie ma w tym nic złego, w końcu nie każdy musi szukać nowych brzmień i starać się za wszelką cenę stworzyć coś czego jeszcze nie było. Efekt jest taki, że dziś na swoim trzecim pełnym materiale Infest raczą nas soczystym, korzennym grindem z najwyższej półki a to, że nadal jest to muzyka dość podobna do tego, co tworzy choćby taki Rotten Sound czy Nasum nie przynosi jej żadnej ujmy.

„The Next…” to 24 cięte hity, pełne specyficznej energii i chaosu. Infest nie traci czasu na zbędne dyskusje i od razu przechodzi do rzeczy, czyli od pierwszych sekund atakuje bardzo mocno nakręconymi kompozycjami w których dziki punk łączy się z death/grind’owym brzmieniem. Podoba mi się, że grind według Infest to muzyka bardzo żywiołowa i pełna werwy – nie ma tu miejsca na wywołujące znużenie zamulacze, za to pełno jest kompozycji takich jak choćby „Badtrip”, które są wprost stworzone do szaleńczego pogo. Dzikie, skoczne tempa, mocno tnące gitary i furiackie wokale; taki miks jest firmowym produktem Infest i osobiście pod taką muzą podpisuję się obiema rękami. Cała płyta to jeden nieposkromiony pęd w kierunku ściany. Efekt – zderzenie i roztrzaskany łeb, ale kto by się tym przejmował… Podoba mi się to, że ciągle prując do przodu Infest unika nudy. Częste, sekundowe zwolnienia, karkołomne zmiany temp i ten specyficzny przewijający się tle punkowy sznyt sprawiają, że tak jak pisałem wyżej, jest to płyta bardzo żywiołowa, nośna. Gdy wydaje się, że nic nie jest w stanie Francuzów zatrzymać, panowie dają nam ociężały, death/doom’owy walec w postaci „Doom Suicide”. Po którym następują kolejne znęcające się już nad trupem cięcia z wieńczącym całość cover Nasum na zakończenie.

„The Next Will Be Yours…” to kolejny, bardzo dobry album w tym rewelacyjnym dla grindu roku. Polecam.

Wiesław Czajkowski

Pięć