INDIAN – Guiltless (Relapse)

Zaczynam wierzyć w to, że początek nowej dekady przyniesie nam renesans jednej z najbardziej znienawidzonych, muzycznych rewolucji, czyli brudnego, zasyfionego noise rocka. Debiutancka w barwach Relapse płyta Indian to kolejny zwiastun i któryś tam już skowronek, który tym razem może uczynić wiosnę. Ludów, bo z proletariatu ta muza wyszła bez dwóch zdań.

Kiedyś, pytany o swoje zajęcie Paul Erickson, gitarzysta grupy Hammerhead wypowiedział historyczne dla mnie zdanie – „Nie mieliśmy żadnych umiejętności, ale strasznie chcieliśmy grać, dlatego hałasowaliśmy na naszych instrumentach tak mocno, jak to tylko możliwe”. Potwierdzeniem tych słów były wiecznie krwawiące, otwarte rany palców, z jakimi wracał z trasy muzyk. Poświęcenie godne lepszej sprawy a podobny poziom, hmmm, wrażliwości obserwuję u opisywanych tutaj panów, skupiających swoją energię od szyldem Indian. Nazwa i okładka sugerują jakieś folk rockowe czy może i hippies’owskie dziwactwa, tymczasem dostajemy w pysk topornym, brudnym i ciężkim, noisowym walcem. Nie ma wątpliwości, że wzorem dla Indian jest kuriozum w postaci Love 666 oraz Unsane ze swoim stutonowym, prymitywnym uderzeniem. Tu nie ma czasu i miejsca na łaskotki. Tłukące się po wszystkich zakamarkach czaszki dźwięki doprowadzają raczej do bólu głowy niż relaksu. Czysty w swojej konwencji „The Fate Before Fate” czy „No Grace” mówią o płycie wszystko. Potem mamy jeszcze takie majstersztyki o urodzie kowadła jak „Guiltless” czy „The End of Truth”. Szczytem jest zapewne siedmiominutowy, ocierający się o doom metal „Benality”, gdzie w ostatnich trzech minutach gitara rozjeżdża się w potwornym, dysonansowym sprzęgu. Oddechem jest jedynie akustyczna, instrumentalna balladka „Supplicants”. Nie powiem, żebym wyszedł z tej konfrontacji obronną ręką. Trzeba przyznać, że to muzyka dla specyficznego odbiorcy i na pewne nie na każdą okazje. Trzeba takie dźwięki lubić, być lekkim masochistą i mieć wyjątkowo niewrażliwy słuch. Wtedy pewnie wyciągnie się z tych wybitnie nieprzyjaznych dźwięków jakiś sens.

Arek Lerch 3