IMPENDING DOOM – Death Will Reign (eOne Music)

Nie wiem, czy ktoś szczerze czekał na nowy album chrześcijańskich death metalowców z Impending Doom. Czy rzeczywiście ich wizja nowoczesnego death metalu aka deathcore’a jest komukolwiek potrzebna i czy aby na pewno posiadanie trzech gitarzystów w tej kapeli jest w ogóle potrzebne. Generalnie, to w ogóle nie wiem czy komukolwiek takie kapele są niezbędne do szczęścia (mówię o tej starszej gwardii zespołów z tego nurtu), bo młodzież robi to teraz lepiej, intensywniej, ciekawiej, a nawet gdy odwołuje się do nagrań (bezapelacyjnego numeru jeden) Whitechapel, to nie w tak nachalny sposób.

Nowy album Impending Doom generalnie cierpi na tą samą wadę, co premierowy materiał Oceano. To dość fajne numery, które sprawdza się na koncertach, ale w domowym zaciszu obcowanie z tak intensywną, ale jednak nie porywającą muzyką (na cholerę tyle breakdownów?!) prędzej zmusi do szerokiego ziewania niż do opętańczego headbangingu. Od jakiegoś czasu jestem bardzo wybredny jeśli chodzi o „core”, a tym bardziej o taki death metal, stąd kompletnie nie ruszają się mnie reuniony Molotov Solution i innych (za wyjątkiem Carnifex) a wieści o nowych albumach grup, które istnieją dłużej niż od jednego albumu i ep – jak np. Impending Doom wypadają mi z pamięci szybko jak wspomnienia z kiepskich imprez.

Produkcja „Death Will Reign” jest niemożliwie wręcz plastikowa. Brak tutaj oddechu, zmian dynamiki. Jest płasko, przez co ten „cios” jaki ostoja chrześcijańskiej sceny próbuje zadać wszystkim innowiercom jak i tym, którzy skreślili ten zespół, jest o połowę lżejszy niż miał być w założeniu. Żeby specjalnie daleko nie szukać, odpalcie nowe Thy Art is Murder by wiedzieć jak tego typu album powinien gadać, zwłaszcza przy takim natężeniu dźwięków. Sądzę, że w atmosferze jednego wielkiego wkur(…)nia na cały świat panowie zapomnieli o tym, że prokurując takie oto dzieło, zamiast spuszczania chłosty słuchaczom, powinno się też dać radę słuchać go bez uszczerbku na ciele i duszy.

Grzegorz „Chain” Pindor

Dwa i pół