IMMOLATION – Providence (Scion A/V)

Co nowego u Immolation? Chłopaki się złamali i udostępnili swoją  najnowszą ep – kę do darmowego zassania z sieci. Koniec świata. Nie sądziłem, że kiedyś  będę słuchał nowojorskich  maniaków w tym formacie. Poza tym – wszystko w normie, bo Immolation gra jak zwykle na swoim, niezmiennym poziomie.

Jeśli chciałbym przedstawić Wam jakąś jedną, jedyną, ale niepodważalną prawdę o tym zespole, brzmiałaby ona „Immolation nigdy nie dał dupy”. Nagrywali rożne płyty – genialne i zwyczajnie bardzo dobre, jednak zawsze trzymali się swojego poziomu, nigdy nie odpuszczali i przenigdy nie porwali się na zmianę  statusu – czy to za sprawą muzyki czy np. jakichś mainstreamowych romansów. Nie zrobili tym samym wybitnej kariery, nagrywają jedynie regularnie płyty, grając przy takiej okazji jakąś trasę a potem tradycyjna cisza. Tak im widać pasuje. Dzisiaj powracają z drugą w ich historii ep – ką, która na całe szczęście nie jest śmietnikiem a zbiorem pięciu perełek w bogatym, zespołowym katalogu. Być może jedyną wadą jest fakt, że nie ma tu ewidentnych „przebojów”, choć na pewno wyróżnia się „Illumination” za sprawą natrętnego, ponurego motywu granego na – bodajże – wiolonczeli. Nietypowy dla nich instrument, ale dodaje kompozycji niesamowitego mroku. Reszta kawałków trzyma poziom i jedynie zauważam ze zdziwieniem, że jakby więcej było w nich wściekłości, zajadłości i ewidentnego kroku w stronę podziemia. Nie ma zmiłuj się, jest dołowanie, zapętlone, transowe motywy i miażdżąco ciężkie, lepiące się do uszu riffy. Bas Dolana sunie gdzieś przy ziemi, razem z głosem, Shalaty zdecydowanie upodobał sobie blasty, choć firmowe pętlenie i łamanie aranżacji nadal w normie.

Nie powiem, że tymi kawałkami przebili „Majesty and Decay” do której to płyty dość długo dojrzewałem, jednak cieszę się, że znowu dają znać o sobie i choć do orgiastycznej euforii, jaka towarzyszyła mi podczas premierowych odsłuchów „Failures for Gods” czy „Close to a World Below” daleko, nadal każda płyta nowojorczyków jest świętem. Oby ep – ka była zwiastunem twórczej hossy, bo nie chcę teraz czekać na kolejny album dwa lata…

Arek Lerch