IBLIS – Menthell (D.T.M. Prod.)

Awangarda? Black? Metal? Właściwie to po wielokrotnym już w tej chwili zaserwowaniu sobie „Menthell” mógłbym postawić jeszcze kilka pytań. Płyta mnoży znaki zapytania nie dając w zamian konkretnych odpowiedzi. Pewien jestem tylko jednego tego, że „mentalne piekło” według Iblis to album przy którym spędzicie długie godziny. Jeśli zdarza się Wam zagubić w świecie The Konsortium czy Oranssi Pazuzu to proponuję otworzyć też drzwi z napisem Iblis…

 

Musicie tylko uważać, bo otwierając wspomniane wyżej drzwi nie będzie już odwrotu. Gdy się zatrzasną, traficie do labiryntu, który porównać można do umysłu osoby chorej psychicznie i opętanej przez demona jednocześnie. Jeśli nie boicie się dźwięków diabelsko-schizofrenicznych to jest duża szansa na to, że formacja Iblis ukradnie Wam trochę czasu…

Czasu, który wypełni muzyka pełna niedomówień i swoistych cytatów ze zdawałoby się odległych od siebie, dźwiękowych sfer. Wraz z otwierającym album kolosem „White Claudia” możemy odczuć na czym polega właśnie szaleństwo doskonałe w wykonaniu zespołu. Numer rozpoczyna miażdżący, niemal doom’owy riff lecz to tylko wstęp do opartej na blastach rzezi, która nastąpi za chwilę. Niby nic dziwnego czy awangardowego… To tylko pozorna cisza przed burzą, która nastąpi wraz z końcem pierwszej minuty tej „piosenki”. Nagle pojawiający się dominujący nad całością kompozycji obłąkany bas i nawiedzony wokal powodują, że Iblis ze zdawałoby się standardowego zespołu przeobraża się w uosobienie pieprzonej awangardy.

Bas i wokal, te dwa elementy zaskoczyły mnie co najmniej kilka razy. Zgred bardzo udanie bawi się konwencjami stosując różne techniki wokalne. Od dzikiego skrzeku po niby deklamowane zawodzenia. W całość dzieła te szalone zabawy głosem wpisują się wprost idealnie. Nie wyobrażam sobie innego wokalu na „Menthell”. Bas i obsługujący go Traktor również zasługują na wyróżnienie. Bas mruczy, rzęzi, pulsuje… napędza i spowalnia. Jest prawdziwym sercem tego dziwnego organizmu i często wybija się na pierwszy plan, które to chwile należą do ciekawszych na płycie.

„Menthell” to debiut Iblis. Płyta bardzo ważna dla naszej sceny. Nareszcie ktoś pokazał, że oprócz obozu „okołofuriowego” też mamy utalentowanych muzyków, dla których terminy black i metal są tylko punktem wyjścia do snucia swoich własnych, muzycznych opowieści. Iblis to formacja szalona i ja osobiście się pod tym szaleństwem podpisuję obiema rękami (a nawet stopą jak będzie trzeba…). Zespół ten będzie od dziś jedną z moich nadziei na przyszłość muzyki ekstremalnej w tym kraju. Bardzo ciekawi mnie to, jak będzie wyglądał kolejny album Iblis… oraz to, czy zespół jest w stanie oddać pełnię szaleństwa z płyty w wydaniu koncertowym…

Świetny debiut. Z mojej strony pełna rekomendacja.

Wiesław Czajkowski 5,5/6