I LIKE TO SLEEP – Bedmonster (All Good Clean)

Trondheim kojarzy mi się przede wszystkim z zimnem, po drugie ze skoczniami narciarskimi Granåsen a na koniec z zajebistą kawą Black Coffee, paloną w odległej o 30 km miejscowości Hell. I, jak się domyślacie, inspirowaną norweskim black metalem. Nieco mniej kojarzy mi się ta miejscowość z jazzem. A trio I Like To Sleep poznałem tylko dzięki przypadkowej informacji prasowej, która spłynęła na mojego maila. I bardzo się z tego powodu cieszę.

Współczesny jazz jest przebogaty a co najważniejsze, otwarty na nowinki i młodych ludzi, którzy takowe przynoszą. Zresztą, może chodzi o to, że młodzi ludzie nie przynoszą nowości a raczej umiejętnie i bez niepotrzebnych ceregieli rozprawiają się z klasyką, jak chociażby opisywany niedawno projekt EABS, tworząc własną przestrzeń w tej niszy. Coraz częściej alternatywa, krajowa młódź zerka na dokonania yassowców (choć arogancji tego stylu raczej nie da się nauczyć), odważnie poczynając sobie z improwizacją, a nawet próbuje łączyć jazz z… post rockiem. Tak jak pochodzące właśnie z Trondheim trio I Like To Sleep. Zespół ma sporo atutów – są młodzi, wyglądają niczym hipsterzy chcący grać post black metal, umiejętności zdobyli akademickie i operują całkiem szerokim spojrzeniem na muzykę, bo słychać tu nowoczesność wymieszaną z echami improwizowanego jazz rocka z lat 70. Tyle, że bez niepotrzebnego zadęcia, na całe szczęście.Bedmonster I Like To Sleep

Już instrumentarium częściowo intryguje, bo obok perkusji mamy gitarę barytonową i wibrafon. Zwłaszcza ten ostatni  instrument nie jest przez młodych często wykorzystywany, a szkoda. W przypadku Norwegów stanowi on podstawę brzmienia, nadając muzyce z jednej strony lekko senny (no tak… patrz nazwa), rozmarzony charakter, ale zespół potrafi wydobywać z instrumentu także mocniejsze dźwięki. Osobiście usadowiłbym grupę gdzieś obok naszej Niechęci, bo tak jak oni potrafią i pojazzować konkretnie, ale i zagrać mocniej, bardziej rockowo (faktycznie, wtedy łatka, jaką sobie przyszyli – powerjazz – bardzo pasuje). I w tych momentach – niewątpliwie, wspomniany wibrafon odgrywa tu niebagatelną rolę – I Like To Sleep kojarzy mi się z wczesnym brzmieniem Tortoise. Kiedy trzeba, muzyka potrafi być nieźle swingująca, rozimprowizowana, to znowu konkretyzuje się w zwartych strukturach, od czasu do czasu delikatnie flirtując z awangardą. Ogólnie, udało się muzykom stworzyć całkiem przystępne, lekkie, przyjazne dla ucha dźwięki, które spodobają się i tym poszukującym słuchaczom, ale jestem pewien, że nawet konserwatywni miłośnicy starego jazzu znajdą tu coś dla siebie.

Arek Lerch

Pięć