HYPNOSIA – Horror Infernal (I Hate Records)

Gdyby Hypnosia zaczynała grać jakieś 5 lat temu, to dziś mówilibyśmy o Szwedach jako o liderach nowej fali szwedzkiego retro-thrashu. Niestety, panowie, którzy przewijali się przez składy Funeral, Birdflesh, Jigsore Terror czy Nominon, pierwszy skowyt wydali z siebie w połowie lat ’90 i zanim na dobre się rozkręcili, to zdążyli przepaść w natłoku sączącej się z głośników kupy.

„Horror Infernal” stanowi pełną dokumentację tego, co zarejestrowała Hypnosia przed wydaniem swojego jedynego albumu – „Extreme Hatred”. Mamy tu więc oba demka zespołu – „Crushed Existence” i „The Storms” – oraz ep-kę „Violent Intensity”. I co tu dużo mówić? Moc, jad, agresja i tłuste, niepozostawiające złudzeń brzmienie. Tak powinno się grać thrash metal w Europie. Niby jest tu wyraźny wpływ kultu Slayer, ale im dalej w las, tym więcej słychać na „Horror Infernal” kontynentalnego sznytu, a przede wszystkim jego teutońskiej odmiany. Zaskakuje przede wszystkim jakość demówek zespołu. Bo kto by się spodziewał, że takie „Undead”, „The Storms of Dead Worlds” czy „Operation Clean Sweap” brzmieniem i selektywnością będą urywać dupę razem z kręgosłupem, mimo dużych szybkości i kipiącą pod warstwą dźwięków zwierzęcą agresją. Duża w tym zasługa nie tylko niezwykle sprawnego duetu gitarzystów (łącznie przewija się ich na ‘”Horror Infernal” trzech), ale chyba przede wszystkim charyzmatycznego i wściekłego wokalu Mikaela Castervalla. Tak, dzięki niemu materiał jest bardziej zwierzęcy, nieokiełznany i – zdecydowanie – mniej przystępny dla miłośników melodyjnej strony gatunku. I to nawet wtedy, gdy stwierdzimy, że utwory z wydanej oryginalnie przez Iron Fist ep-ki „Vilent Intensity” wydają się być bardziej przejrzyste i czyste niż miało to miejsce w przypadku płytek nagranych właściwie w garażu. Po prostu Hypnosia nie traci na agresji i sile rażenia, a to są bezsprzecznie najmocniejsze atuty zespołu.

Na deser bonusy, które pojawiały się na winylowej wersji ep-ki („Outbreak of Evil” z repertuaru Sodom) i debiutanckiego krążka („My Belief” Possessed). Oba brzmią nieźle i fajnie uzupełniają kompilację wraz z koncertową wersją „Haunting Death”. A to udowadnia tylko, że Hypnosia miała potężny i – niestety – niewykorzystany potencjał. A ten słychać doskonale, gdy potencjometr głośności odkręcimy na maksa. Świetna rzecz!

Dooban