HUNDREDTH – Revolt (Mediaskare Records)

Gdybym miał wskazać zespół, na którego nowe nagrania czekam, no, nazwijmy to z wypiekami na twarzy, z pewnością w pierwszej piątce znaleźli by się hardcore’owcy z Hundredth. Jako jeden z nielicznych, w dodatku chrześcijańskich zespołów w tym nurcie są w stanie pisać ambitne i inteligentne teksty wsparte muzyką na co najmniej wysokim poziomie.

Ich drugi album „Let Go” poruszył całe środowisko zainteresowane melodyjnym, współczesnym hc, głównie dzięki jego bardzo zróżnicowanej zawartości. Swym drugim krążkiem przełamali jedną zasadniczą barierę jaką było jednoznaczne przypisywanie swojego zespołu do nurtu, pokazali, że potrafią pisać kompozycje złożone, rozbudowane, ale wciąż pełne mocy, choć nie zawsze kolokwialnie mówiąc: walące w pysk. Szybkość i ciężar (wtedy) nie była istotna. W przypadku recenzowanej właśnie ep – ki „Revolt”, rzecz ma się bardzo podobnie, choć nie ukrywam, że jest to chyba najcięższy, a zarazem najbrutalniejszy materiał podopiecznych Mediaskare Records.

Z pięciu premierowych utworów jeden szczególnie się wyróżnia. „Free Mind/Open Spirit” to nie tylko najkrótszy utwór w historii grupy, ale przede wszystkim, jeden z najpozytywniejszych tracków spłodzonych przez Hundredth. To kwintesencja ich stylu, piekielnie nośny numer, z doskonałym zwolnieniem, łatwo wpadającymi w ucho melodiami i całą paletą emocji. I właśnie to w tym zespole lubię najbardziej. Reszta, tutaj z naciskiem na nieco walcowaty „Barren” nie odstaje poziomem, ale nie jest tak porywająca jak (swoją drogą singiel) „Free Mind/ Open Spirit”. Jedyne, co mi się nie podoba, to czas trwania płytki. Ale, jak wszyscy doskonale wiemy, taki format rządzi się swoimi prawami. Tak czy owak, jestem co najmniej uradowany ponownym kontaktem z Hundredth i cierpliwie czekam na ich koncert w Polsce. Fani It Prevails, The Ghost Inside, Counterparts powinni czym prędzej zaopatrzyć się w ten materiał, o ile już tego nie zrobili.

Grzegorz „Chain” Pindor

Cztery