HORRENDOUS  – The Chills  (Dark Descent Rec.)

Dziwny jest ten świat jak śpiewał pewien znany wszystkim artysta. Jeżeli amerykańskie zespoły biorą się za granie przesiąkniętego szwedzką szkołą death metalu to ja się osobiście trochę temu dziwię. Wiadomo, globalizacja, cały świat jest jedną małą, cyfrową wioską i bardzo częste staje się, że zespół ze Stanów Zjednoczonych brzmi jakby powstał dwie dekady temu na przedmieściach Sztokholmu…

„The Chills” zabiera nas w podróż w czasie. Razem z zespołem cofamy do lat, kiedy death metalowa zaraza rozlewała się po świecie z morderczą siłą tsunami. Nie będę nawet próbował dochodzić do tego w jaki sposób udało się Horrendous uchwycić ducha starej, szwedzkiej szkoły. Nie interesują mnie też motywacje muzyków. Fakt, że od razu słyszymy skąd członkowie zespołu czerpią inspiracje do własnej twórczości. „The Chills” w umiejętny i niezbyt często spotykany sposób łączy tradycję z nowoczesnością, już w samej warstwie brzmieniowej dając słuchaczom prawdziwą, dźwiękową ucztę. Z jednej strony brzmienie jest lekko przybrudzone, toporne lecz jednocześnie bardzo selektywne, mocne i nowoczesne. Wiem, że brzmi to paradoksalnie, ale Horrendous dają odpowiedź na pytanie jak powinien brzmieć nowocześnie nagrany old school. By nie zostać posądzonym o to, że wystawiam Horrendous laurkę czy inny list pochwalny, przyczepić się muszę do brzmienia bębnów. Perkusja jest sucha i chwilami bardzo brakuje jej takiej organicznej, żywej głębi, co w moim mniemaniu troszkę psuje odbiór tej świetnej płyty.

Horrendous to formacja młoda stażem lecz umiejętności muzyków nie budzą żadnych, najmniejszych nawet zastrzeżeń. Powiem więcej – jestem pod wrażeniem tego, co słyszę na „The Chills”. Gitarzyści bardzo sprawnie atakują zwartą ścianą mocnych riffów oraz, co warto podkreślić, doskonałymi partiami solowymi. Właściwie co chwila gdzieś z drugiego planu wyłania się świetna, zakręcona solówka.

Horrendous w jednym szeregu z doskonałym warsztatem stawiają świetny zmysł kompozycyjny, dzięki czemu płyta ani przez chwilę nie nuży. „The Chills” to album pełen zmian temp, chwil miażdżących ciężarem i niszczących, szybkich partii. Jednocześnie na płycie tej znalazło się miejsce dla kilku niemal progresywnych partii gitar…

„The Chills” to album na wskroś death metalowy. Doskonała propozycja dla maniaków szwedzkiej surowicy o otwartym spojrzeniu na ulubiony gatunek. Album w żadnym wypadku odkrywczy, ale i tak bardzo mocno walący prosto w twarz.

Wiesław Czajkowski 5