HORN OF THE RHINO – Weigh of Coronation (Doomentia Records)

Hiszpański nosorożec miał nie lada problem. Jakiś inteligent z walizką pełną pieniędzy zarzucił chłopakom, że łamią prawa autorskie związane z nazwą i, chcąc nie chcąc, trójka przyjemniaczków z Bilbao musiała zmienić nazwę. Stanęło na Horn of the Rhino, ale przecież nie znaczy to, że zmieniło się cokolwiek poza samym szyldem.

W przypadku muzyki zawartej na opatrzonym fenomenalną okładką ‚Weigh of Coronation’ Hiszpanie nie odeszli od swojego stylu ani na centymetr. To cały czas skuteczne mielenie tempami Black Sabbath i ziarnistym soundem Neurosis, co daje niesamowicie intensywną i psychodeliczną mieszankę. Ba, miłośnicy szukania dziury w całym twierdzą, że momentami ‚Weigh of Coronation’ brzmi jak Alice in Chains, które wpadło w sidła sludge’u. W sumie pewnie można szukać aż tak głęboko, żeby zainteresować jak najmłodszego i najbardziej alternatywnego słuchacza, ale czy nie lepiej brzmi stwierdzenie, że partie Javiera Galveza niesamowicie wypełniające ciszę pod koniec trzeciego na liście ‚Sovereign’, a kilka plam brzmiących niemal jak hammond organów odlatuje daleko w lata ’70, trącąc projektami, w których pierwsze skrzypce grał Ian Gillan? Przynajmniej zostajemy bliżej pierwotnej konwencji Nosorożców. Wśród wypełnionych naprawdę niezłym, transowymi riffami utworów z pewnością wyróżnią się także bardziej agresywny ‚Southern Beast’ oraz zamykający płytę ‚Crushed and Dragged to the Swamp’, który gdzieś w połowie zaskakuje nieskomplikowanymi, ciepłymi akordami gitary akustycznej i pogłosem nałożonym na schowane w tle wokalizy. Nie, żeby było to coś nowego, ale przy albumie zagranym w dość monotonnych tempach takie zabiegi naprawdę robią różnicę, bo po kilku przesłuchaniach album niestety może zacząć odrobinę nużyć.

Myślę, że ‚debiut’ Horn of the Rhino bardzo zyskałby na odbiorze, gdyby płytę skrócić o kilkanaście minut. To nie jest siermiężne, nudne granie, ale pewna jednostajność i charakterystyczne brzmienie mogą nieco odrzucać przy dłuższym obcowaniu nawet z najbardziej ponętną samicą gatunku rhinocerotidae. Ale w sumie dla fanatyków stylistyki będzie to idealna partnerka na długie wieczory.

Dooban 4,5