HORN OF THE RHINO – Grengus (Doomentia Records)

Hiszpańskie rogacze atakują po raz drugi i  – niestety – rogi mają nieco stępione. „Grengus” pokazuje, że czasami zbytnie remanenty są niepotrzebne i lepiej tkwić uparcie przy swoim. Horn postanowił poeksperymentować z formą i zamiast pieprznięcia na miarę „Weight of  Coronation” mamy o połowę słabszy atak, choć, paradoksalnie, nowa płyta jest dużo bardziej agresywna. 

 

Kiedyś zachwycałem się debiutem baskijskich sludge’owców i nową płytę przyjąłem z dużymi nadziejami. Niestety, zespół nie wspiął się na wyżyny. Na „Grengus” wszystko jest gorsze – począwszy od okładki, która nie dorasta obrazowi zdobiącemu „Weight…” do pięt, stanowiąc raczej alegorię spalonej pizzy, kończąc na brzmieniu. Słuchając muzyki mam wrażenie, że uszy zapchałem sobie watą. Ok., skoro taka miała być koncepcja… Szkoda jednak, że równie dziwnie jest w przypadku kompozycji. Nie wiedzieć czemu, zespół postanowił stać się nowym, europejskim odpowiednikiem Obituary i zaczął grać toporny death metal. Niestety, takie szlagiery jak „Under the Hoof”, „Waste for Ghouls”, „Awaken Horror of  Tuul” czy “To Ride the Leviathan” są po prostu słabe. Mało interesujący aranż, łupiące w szybkich tempach bębny i absolutnie nie – zapamiętywalne riffy męczą. Rozumiem, że grupie chodziło o zróżnicowanie materiału, ale i tak dużo lepiej słucha się doom metalowego, 11 – minutowego kolosa „Brought Back” niż tych szybkich np. 3 – min ataków. Wspomniany „Brought Back” to jeden z trzech, ciekawszych fragmentów płyty. Wprawdzie nie jest to może majstersztyk, ale jego ociężały, katedralny patos może wciągać. W miarę dobry jest też tępy, sludge’owy „Drowned In Gold”. Chylę za to czoło przed songiem tytułowym – coś w tym musi być, skoro sam zespół wybrał go na flagowego reprezentanta płyty. Czyżby przeczuwali, że nic lepszego tym razem nie nagrali?  Szkoda, bo gdyby wykorzystać tylko te trzy utwory, powstałaby sympatyczna, 20 – minutowa ep-ka, a tak jest wielki znak zapytania; czyżby kryzys hiszpański dotarł także do środowisk artystycznych?

Nie ukrywam, że jestem rozczarowany, bo płyta tego sympatycznego zespołu zwyczajnie mnie zmęczyła, nie przynosząc żadnego progresu w stosunku do debiutu, będąc bardziej wyrazem rozterek niż miażdżącego przekonania o obranej drodze. Miejmy nadzieję, że następnym razem ekipa Javiera będzie już wiedzieć, co chce grać. Jeśli następny raz będzie…

 

Arek Lerch 3