HOMEWRECKER – Circle of Death (A389 Records)

Z death-metalem sprawa wygląda podobnie jak z filmami Allena – niby większość je lubi, ale kiedy bliżej przyjrzymy się tematowi, okazuje się, że wszystko to jest nam już znane aż nazbyt dobrze. Zatem często zamiast przyspieszonego tętna, plam potu na nowym t-shircie oraz wielu podobnych wzruszeń, dostajemy powiew stęchlizny i ogólnego zepsucia. Tym bardziej miło mi pisać tę recenzję, chłopaki z Homewrecker postarali się bowiem nieco bardziej niż Woody w ciągu kilku ostatnich lat.

Przyznaję bez bicia – na „Circle Of Death” nie ma miejsca na muzyczne poszukiwania i eksplorację nieznanego, jest za to mnóstwo miejsca na chęć wybicia wszystkim dookoła zębów, do tego może pojawić się mała pokusa, aby w niedzielę rano nie wybrać się do kościoła. Znaczy, że dobrze. Nie zawodzi przede wszystkim produkcja albumu, bo wszystko drugim dziele Amerykanów brzmi dokładnie tak, jak brzmieć powinno – bębny nakręcają piekielną całość, gitary wypalają narządy słuchu (i choć nie jestem fanem solówek, to nawet one brzmią tu niezwykle soczyście), a wokal, cóż… Jemu należy poświęcić nieco więcej czasu. Bo niby też nic odkrywczego na tym gruncie nie uświadczymy, ale te szatańskie wyziewy (z idealnym pogłosem) przywołują na myśl sabat odprawiany w najciemniejszym i najgłębszym lesie na świecie. Jeśli mowa o tak nikczemnych sprawach – owo dzieło nieco śmielej kieruje się w stronę stricte death-metalowej estetyki, aniżeli miało to miejsce na jego poprzedniku. Co jednak nie zmienia faktu, iż dalej obcujemy z kapelą hardcore’ową, a takie kawałki jak „Born To Suffer” czy singlowy „Skin The Pig” każą przytupnąć nogą na koncercie nawet największej kłodzie i wielbicielom podpierania ściany.homewrecker

Chłopaki na wrzesień tego roku planuję europejską trasę, jednak nikt nie ściągnął ich w nasze rodzinne strony, pozostaje zatem żyć nadzieją, iż kiedyś jeszcze do nas zawitają, jak miało to miejsce dwa lata temu na wspólnej trasie z Calm The Fire. Usłyszeć nowe kawałki na żywo – to musi być bardzo intensywne doświadczenie, otóż jestem przekonany, że wykonują one swoją robotę bez zarzutów.

Kevin Nazencew

Cztery i pół