HIDDEN BY IVY – Beyond (Alchera Visions)

Klimatyczne granie ma w Polsce długą tradycję, choć nie zawsze udawało się uniknąć kiczowatej otoczki. To zresztą zarzut zarówno do sceny gotyckiej, progresywnej jak i metalowej, które nie raz próbowały i próbują flirtu z pełnymi oddechu i zadumy aranżacjami. Czasy goth metalu minęły, na szczęście, bezpowrotnie a i muzykanci nauczyli się ze smakiem korzystać z tzw. „melancholijnych środków wyrazu”. Dobrym przykładem jest nowa płyta Hidden By Ivy.

W tym przypadku nie mamy do czynienia z zespołem czystym gatunkowo. To nie są zdeklarowani goci (od gotyku zdecydowanie się odcinają), nie nawróceni metalowcy, ani czysto progresywny skład. Zresztą, słowo „skład” jest troszkę na wyrost – HBI to duet, w dodatku działający korespondencyjnie, co z góry ustawia ich raczej jako projekt studyjny, z czym raczej nie mają problemu. Nie mam i ja, bo choć taka forma współpracy zawsze rodzi obawy, czy uda się w pełni zrealizować założenia – szczególnie, że chodzi o tzw. nastroje a nie sieczkę – tym razem z małymi wyjątkami, sprawdziła się. Muzycznie zespół sadowi się gdzieś na przecięciu delikatnej progresji i zwiewnej odmiany dream popu, kłaniającej się wczesnym wydawnictwom 4AD, głównie za sprawą charakterystycznej produkcji. Gotyk też jest, ale jako podskórny smutek emanujący z tej muzyki a nie pochód czarnych szminek, krepy i sztucznych łez, zresztą, wystarczy spojrzeć na dwóch panów tworzących HBI – wizerunek wręcz pospolity, ale nie noszący znamion tzw. obciachu. Band

Skoro formalności mamy za sobą, czas przejść do meritum. Czy „Beyond” zasługuje na naszą uwagę? Tak, choć oczywiście, z pewnymi zastrzeżeniami.  Na nowej płycie HBI stawia głównie na bardzo delikatne, stonowane dźwięki i rozciągnięte w czasie aranżacje, całkowicie pozbawione drapieżności, czasami o zdecydowanie progresywnej proweniencji („Different World” czy kojarzący się z Lunatic Soul „Another Heart Laid Bare”) czy żywcem wyciągnięte z pamiętającego lata 80. katalogu stajni pana Russela („Vision Days”). Jest miejsce na zwiewną elektronikę, dobrze położone wokale a także trochę akustyki („Bird”). Wprawdzie wolę nieco mocniejsze dźwięki , muszę jednak przyznać, że HBI intryguje umiejętnym unikaniem zbytniego patosu. Jasne, słychać, że grupa działa w warunkach laboratoryjnych, czasami automat perkusyjny psuje nieco klimat (szczególnie doskwiera mi to we wspomnianym „Another Heart…”), ale całość rekompensują niezłe kompozycje. Mój typ to „Sunset Song”, z piękną, lepiącą się do ucha melodyką. Jeśli zespół chciałby wystawić ten kawałek na sprzedaż, to szefowie Tiamat (gdyby zespół chciał jeszcze coś osiągnąć…) i Type O Negative (gdyby mr. Steele chodził oczywiście po tym łez padole) wybiliby sobie zęby w walce o pierwszeństwo w kolejce.

Hidden By Ivy nagrał dobry materiał, czego zatem możemy im życzyć? Z mojej strony – głównie dobrania kompanów do muzykowania, żeby zespół mógł stanąć na deskach scenicznych. Przy takim materiale jak „Beyond” byłoby to wskazane.

Arek Lerch

Cztery i pół