HELL:ON – Hunt (Ferrum)

Ukraińska scena metalowa nie należy z pewnością do najprężniej działających ośrodków takiego grania w Europie. Właściwie zaryzykować można stwierdzenie, że w porównaniu z taką choćby Polską ciągle jest to drastycznie biała plama na metalowej mapie świata. Hell:On to twór stosunkowo młody, ale całkiem już ograny, czego dowodem niech będzie fakt, że „Hunt” jest czwartym longplayem w dorobku grupy. Nie wiem czy zespół jest dziś znany poza swoim krajem (ja słyszę o nim pierwszy raz…), ale wiem, że „Hunt” trudno będzie się przebić na dzisiejszym, boleśnie bogatym rynku.

Z jednej strony jest to album dobry, chwilami wręcz bardzo dobry, ale płyt tego sortu w Europie ukazuje się co roku tyle, że Hell:On po prostu przepadnie w gąszczu zespołów równie dobrych. Nie uprzedzajmy jednak faktów a zajmijmy się muzyką, która to w tym całym bałaganie jest przecież najważniejsza…

Hell:On to zespół z krwi i kości thrashowy. Jednak po przesłuchaniu „Hunt” zdecydowanie można być pod wrażeniem tego, że muzycy nie starają się usilnie zostać drugim Kreator czy Slayer a w bardzo thrashowych dźwiękach lokują wiele własnego spojrzenia na różne materie ciężkiego, gitarowego hałasu. Warunek jest jeden: trzeba być fanem thrashu. Osobiście nie zaliczam się do tego grona, więc na zawartość „Hunt” spojrzałem bardziej krytycznie. Płyta jest dobra – fakt, ale czy można powiedzieć o niej, że jest to materiał, dzięki któremu zespół podbije muzyczny świat? Płyt dobrych mamy dziś tyle, że kolejny, świetny thrashowy band w katalogu mało znanej stajni znaczy dziś tyle co nic. Takie czasy… Hell:On zasługuje na uwagę i słuchając tego materiału byłem pod wrażeniem co najmniej kilka razy. Po raz pierwszy chyliłem czoła przed „Hunt” za zaskakujący wręcz techniczny polot z jakim gitarzyści operują dźwiękami, choć w sumie patrząc na listę zaproszonych do nagrania materiału gości można się było domyślać tego, że poziom gitarowego zapętlenia będzie tu ponadprzeciętny. Mimo tego, że nie jest to absolutnie nic nowego, warto podkreślić, że partie solowe jak i same riffy co najmniej kilka razy potrafią solidnie wbić w ziemię. Po drugie, moją uwagę zwróciła lekkość z jaką Hell:On przechodzi na tej płycie od pomysłu do pomysłu, od orientalizującego solo w stylu Artillery do mocnego trashowego jebnięcia. Wspomniana lekkość daje nam to, że album mimo długości nie nudzi i choć parę razy zdarza się Ukraińcom trafić na mieliznę zbyt czytelnych nawiązań do tytanów thrashu i tak uważam, że w tej wyeksploatowanej niszy stworzyli rzecz może nie świeżą a ciekawą.

Na zakończenie wręcz wypada przyczepić się do kilku kwestii, które osobiście zepsuły nieco kontakt z Hell:On. Z całego zespołu zdecydowanie najsłabiej wypada bardzo, na dłuższą metę monotonny wokalista oraz na mój subiektywny smak, dość przeciętnie wykręcone brzmienie. Niby nie są to jakieś szkolne błędy lecz psują nie co odbiór „Hunt” i zaniżają ocenę, która mogła być zdecydowanie wyższa. Hell:On to dziś zespół zdecydowany na to by dobijać się do bram europejskiego, metalowego mainstreamu lecz będąc brutalnie szczery, nie widzę tam dla nich miejsca. Zespół nagrał z pewnością mocny i interesujący materiał, ale mam prawie pewność, że gdybym był na bieżąco z tym co się na scenie thrashowej dzieje, płyt na takim poziomie znalazłbym kilka, co nie zmienia faktu, że jest to dobry album… i tyle.

Wiesław Czajkowski

Cztery