HELLISH CROSSFIRE – Bloodrust Scythe (I Hate)

No, kurwa. Wreszcie coś, co wyrywa z kapci bez zbędnej gry wstępnej i nie oferuje wizji pełnej miraży na okładce czy inteligentnie kreowanego marketingu tudzież niebanalnej historii o złym dyktatorze uciskającym bogu ducha winny lud. Tfu! To jest pierdolony thrash metal, a nie zabawy w ciuciubabkę czy pierwsze sterczące sutki gimnazjalistki. Tu się, proszę państwa, napierdala!

Drugi album Niemców z Hellish Crossfire wchodzi na najwyższe obroty już w po kilkunastu taktach intra do „Night of the Possessed” i nie zwalnia przez kolejnych kilkanaście minut, rozrywając wszelkie truchła kanonadą podwójnej stopy i speed/thrashowych riffów goniących raz Sodom, a raz młodzieńczą inkarnację Slayer. Niemcom zdarzy się oczywiście zboczyć z raz obranego kursu, jak chociażby w walcującym na początku ‘Into the Old and Evil’, który przepoczwarza się w dość melodyjny numer o heavy/thrashowych proweniencjach. Nie wiem czy było to Hellish Crossfire potrzebne, ale w sumie słuchacz zasługuje na chwilę wytchnienia, bo oddech straci już przy kolejnej petardzie – ponad sześciominutowym „Orgasmic Rush”. A nawet jeśli się uda, to krótkie cięcie w postaci niezwykle celnie zatytułowanego „Speed Hunter” pozbawi każdego wszelkich złudzeń. Gdzieś tam jeszcze znajdzie się chwila na oddech (początek „Too Tough to Die”), ale w schemacie kompozycji chodzi o to, żeby Iron Tyrant był w stanie jak najszybciej wyszczekać z siebie kolejne potoki wojennych bluźnierstw, a gitara Iron Incubusa wypluć przez głośniki kawalkadę obłąkanych riffów i klasycznych dla gatunku solosów. A jak to brzmi! Studio w garażu czy garaż w studio? Nieważne – benefis lat ’80 w wielkim stylu!

Nie ma co, na „Bloodrust Scythe” liczy się przede wszystkim szybkość i to właśnie takie granie wychodzi Hellish Crossfire najlepiej. Zwolnienia i melodyjki to jedynie przyprawa niekoniecznie poprawiająca smak przygotowanej przez Niemców potrawy. Z drugiej strony nie da się przecież non-stop wpierdalać kartofli i pić maślanki, więc nie będę się do tych zabiegów przypierdalał, bo mamy – panie i panowie – do czynienia z rasowym teutońskim thrashem. Amen.

Dooban 4,5